Rumen Radew, były prezydent Bułgarii, po dziewięciu latach urzędowania zdecydował się ubiegać o stanowisko premiera. Jego decyzja, ogłoszona na początku tego roku, budzi nadzieje na stabilizację politycznej sceny kraju, który od lat zmaga się z korupcją. Radew obarczył winą za obecny stan polityki byłego premiera Bojko Borisowa i oligarchów związanych z jego partią GERB.
Radew stworzył koalicję Postępowa Bułgaria, która szybko zdobyła poparcie wyborców. W przeddzień wyborów sondaże wskazują, że ugrupowanie to może otrzymać aż 32% głosów, co czyni Radewa faworytem wyścigu. Jednak przyszłość jego rządu pozostaje niepewna, ponieważ do uzyskania większości parlamentarnej potrzebna będzie koalicja, prawdopodobnie z liberałami i lewicą, o ile przekroczy ona 4-procentowy próg wyborczy.
Wybory parlamentarne, które odbędą się w najbliższą niedzielę, mogą przynieść zwycięstwo Radewowi, uznawanemu za polityka zbliżonego do Kremla i sceptycznego wobec Ukrainy. Jego postawa budzi mieszane emocje w Europie, gdzie niektórzy obawiają się, że jako premier będzie przypominał Viktora Orbána, znanego z krytyki Unii Europejskiej i bliskich relacji z Rosją.
Sam Radew, zapytany o swoje polityczne wzory, nazywa siebie „bułgarskim Péterem Magyar”, choć eksperci poddają w wątpliwość autentyczność tego wizerunku. Zdaniem analityków Radew przede wszystkim pragmatycznie dąży do zdobycia poparcia elektoratu prorosyjskiego, co może okazać się kluczowe dla jego politycznych ambicji.
Zespół Radewa tworzą ludzie o różnorodnych korzeniach, w tym byli wojskowi i przedstawiciele przemysłu obronnego. Sektor energetyczny Bułgarii, choć pozbawiony wpływów rosyjskich po wycofaniu Łukoilu, pozostaje istotnym obszarem jego działań. Radew zdaje sobie sprawę z potrzeby funduszy europejskich dla rozwoju kraju i stawia na współpracę z zachodnimi przemysłami, zwłaszcza niemieckim koncernem zbrojeniowym Rheinmetall, który zapowiedział znaczące inwestycje w bułgarski przemysł zbrojeniowy.
Jako były wojskowy, Radew zna wartość współpracy z NATO. W tej dziedzinie Moskwa nie ma wiele do zaoferowania, co dodatkowo wzmacnia jego pragmatyczne podejście do kreowania bułgarskiej polityki zagranicznej. Eksperci uważają, że mimo swojego euro-sceptycznego podejścia, Radew nie stanowi zagrożenia dla stabilności Unii – może okazać się „Orbánem bez zębów”, który choć krytyczny wobec Brukseli, nie zamierza destabilizować wspólnoty.








Koalicja z lewica,? To problem, nie rozwia,zanie. A kiedy Polska be,dzie nadzieja, EU?