Rodzina 14-letniego Edwarda, który zginął podczas tragicznego wypadku w 2020 roku, wciąż walczy o sprawiedliwość. Chłopiec zginął, gdy podczas nurkowania w zatoce Moorea na wody Polinezji Francuskiej został uderzony przez śruby napędowe łodzi motorowej. Do tej pory nie postawiono zarzutów kierowcy łodzi, co wywołuje frustrację i ból u rodziny zmarłego.
Podczas wtorkowego dochodzenia w krematorium Woodvale w Brighton ogłoszono, że brak jest wystarczających dowodów do oskarżenia o zabójstwo, mimo szczerych kondolencji skierowanych do bliskich chłopca. Koroner Joseph Turner podkreślił, że obrażenia Edwarda były bezpośrednią przyczyną jego natychmiastowej śmierci, a zebrane dowody nie dają podstaw do jednoznacznego uznania winy kierowcy.
Kierowca łodzi, lokalny przewodnik, wynajął łódź na dzień wypadku, a podczas śledztwa pojawiły się sprzeczne zeznania dotyczące prędkości pojazdu na wodzie. Ojciec Edwarda zeznał, że łódź poruszała się z pełną prędkością, opisując kierowcę jako „szalonego”. Koroner jednak uznał, że prędkość nie przekraczała dopuszczalnej, choć ograniczenia w pobliżu zacumowanych łodzi nie są jednoznacznie określone.
Dodatkowe kontrowersje wzbudziły badania toksykologiczne, które nie wykazały obecności alkoholu we krwi kierowcy, mimo jego zeznań o spożywaniu alkoholu przed wypadkiem. Matka zmarłego wyraziła zdziwienie wynikami badań, podważając ich wiarygodność. Turner uznał, że kierowca i pasażerka prawdopodobnie spożywali alkohol do późnych godzin nocnych przed incydentem.
Rodzina Edwarda wielokrotnie odwoływała się od decyzji policji o niewnoszeniu oskarżenia. Pomimo kolejnego odrzuconego odwołania, mają możliwość kontynuowania działań prawnych we Francji, choć ich szanse na sukces są oceniane jako ograniczone. Sprawa pozostaje bez rozwiązania, a bliscy 14-latka nie ustają w wysiłkach o uzyskanie sprawiedliwości dla zmarłego syna.








Dodaj komentarz