Wokół sytuacji, w której obywatel Ukrainy, Andriy Gavryliv, wjechał sportowym samochodem nad Morskie Oko, wybuchła burza. Mężczyzna złamał zakaz obowiązujący na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, który jest obszarem chronionym. Pojazdy prywatne mogą dojechać jedynie do parkingu na Palenicy Białczańskiej, a dalej mogą poruszać się jedynie pojazdy uprzywilejowane i techniczne. Gavryliv pochwalił się tym „wyczynem” na Instagramie, co spotkało się z ostrą krytyką internautów. Pomimo stwierdzenia wykroczenia, Ukrainiec otrzymał jedynie 100 zł mandatu, mimo że przepisy przewidują karę nawet do 5 tys. zł. Rzecznik zakopiańskiej policji, aspirant sztabowy Roman Wieczorek, wyjaśniał, że mandaty o takiej wysokości zostały nałożone, ponieważ policjanci nie mieli świadomości, iż mężczyzna dotarł nad Morskie Oko. Gavryliv został zatrzymany jedynie w momencie opuszczania obszaru przy Palenicy Białczańskiej. Roman Wieczorek podkreśla, że policjanci zostali wprowadzeni w błąd przez samego kierowcę, który twierdził, że zawrócił przed szlabanem. Gdyby policjanci wiedzieli, że Ukrainiec faktycznie dotarł nad jezioro, sytuacja mogłaby zakończyć się odholowaniem pojazdu i skierowaniem sprawy do sądu. Dodatkowo sprawą zainteresowała się Straż Graniczna, która weryfikuje legalność pobytu Gavryliwa na terytorium Polski. Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, w rozmowie z mediami podkreślił, że działania obcokrajowca były naganne, a park zamierza nałożyć dodatkowy mandat w wysokości 1000 zł za złamanie zakazu wjazdu. Ziobrowski zwrócił uwagę, że pojazd poruszał się w porze wieczornej, hałasując przy tym, co dodatkowo podkreśla negatywną ocenę sytuacji.








Dodaj komentarz