Podczas gali Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w Waszyngtonie doszło do niebezpiecznego incydentu. Napastnik, 31-letni Cole Tomas Allen z Kalifornii, próbował przełamać zabezpieczenia i oddał strzały, które trafiły agenta Secret Service. Na szczęście funkcjonariusz miał na sobie kamizelkę kuloodporną i nie odniósł poważnych obrażeń. Wydarzenia te wywołały falę międzynarodowego potępienia.
Prezydent Donald Trump wraz z małżonką Melanią oraz innymi przedstawicielami administracji został ewakuowany z miejsca incydentu. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer wyraził zszokowanie sytuacją, podkreślając, że atak na instytucje demokratyczne i wolność prasy musi być potępiany najsurowszymi słowami.
Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, podkreśliła, że przemoc nie powinna mieć miejsca w polityce, a szybka reakcja służb ratunkowych była kluczowa w zapewnieniu bezpieczeństwa uczestnikom gali. Pedro Sánchez, premier Hiszpanii, wskazał, że rozwój ludzkości powinien opierać się na demokracji i pokoju, a nie przemocy.
Swoje stanowiska wyrazili także prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew, prezydent Korei Południowej Lee Jae Myung oraz prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum, którzy jednomyślnie podkreślali, że przemoc polityczna stanowi zagrożenie dla demokracji.
Prezydent Serbii Aleksandar Vučić napisał oświadczenie, w którym potępił atak, nazywając przemoc polityczną najgorszym rodzajem tchórzostwa. Z kolei premier Izraela Benjamin Netanjahu wyraził ulgę, że Donald i Melania Trump są bezpieczni, wyrażając uznanie dla Secret Service za ich zdecydowaną akcję.
Premier Armenii Nikol Paszinian także potępił przemoc, wskazując, że nie powinna ona mieć miejsca w demokratycznych społeczeństwach. Incydent komentowali także obecni na miejscu polscy dziennikarze, w tym Paweł Żuchowski i Lidia Krawczuk.
Ta strzelanina nie tylko podkreśliła globalne obawy o bezpieczeństwo, ale również przypomniała o rosnącej potrzebie dialogu i współpracy w obronie demokratycznych wartości.








Dodaj komentarz