Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt, znana z ciętego języka, podczas wywiadu dla Fox News przed galą Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu pozwoliła sobie na żart w odniesieniu do atmosfery nadchodzącego wydarzenia. W charakterystyczny dla siebie, prowokacyjny sposób stwierdziła: „Dzisiejsze wystąpienie będzie w klasycznym stylu Donalda Trumpa. Będzie zabawnie, będzie rozrywkowo. Dziś wieczorem w sali padną strzały”. Słowa te, choć miały być humorystycznym komentarzem do wymiany uszczypliwości między uczestnikami gali, nabrały dosłownego znaczenia kilka chwil później.
Podczas wydarzenia w hotelu, gdzie odbywała się gala, doszło do incydentu z użyciem broni palnej. 31-letni napastnik, nauczyciel z zawodu, otworzył ogień w lobby hotelowym, raniąc jednego z agentów Secret Service. Donald Trump oraz jego żona Melania zostali ewakuowani w bezpieczne miejsce. Atakujący został szybko obezwładniony przez służby.
Wypowiedź Leavitt rozeszła się po sieci lotem błyskawicy, zyskując rozgłos w światowych mediach takich jak BBC, CNN czy „Le Figaro”. Rzeczniczka w oficjalnym oświadczeniu podkreśliła, że jej intencją nie było wywołanie niepokoju, a jedynie podtrzymanie żartobliwego tonu spotkania.
Ciągle rosnące napięcia społeczne i polityczne sprawiają, że nawet niewinne komentarze mogą zostać odebrane inaczej, niż autor miał na myśli. Eksperci ds. komunikacji politycznej zwracają uwagę na konieczność większej ostrożności w wypowiedziach publicznych, zwłaszcza w kontekście obecnej sytuacji globalnej. Incydent z udziałem Leavitt pokazuje, jak łatwo humor może zostać zastąpiony nieodpowiedzialnością przy publicznych okazjach.








Dodaj komentarz