Pete Hegseth, obecny szef Pentagonu, znalazł się pod ogromną presją polityczną. Na jego pozycję cieniem rzuca się kilka kontrowersji, w tym konflikt z generalicją oraz gorzkie uwagi ze strony Donalda Trumpa. Niedawno prezydent wyraził sugestię, że to Hegseth miał być pomysłodawcą niepopularnej wojny z Iranem.
W mediach społecznościowych Hegseth chwalił się tatuażami nawiązującymi do krucjat, co w oczach wielu przyczyniło się do jego wizerunku zwolennika działań militarnych przeciw krajom muzułmańskim. Jednak media donoszą, że faktycznym inicjatorem konfliktu byli inni doradcy Trumpa, a nie Hegseth.
Podczas gdy Hegseth stał się obiektem krytyki mediów, były współpracownik John Ullyot opisał współpracę z nim jako „miesiąc chaosu”, nawiązując do tzw. Signalgate. W tej aferze Hegseth miał używać komunikatora Signal do przekazywania wrażliwych informacji o planowanych działaniach wojskowych.
Niezależnie od tego, czy opisane działania to nagonka medialna, rzeczywistość wskazuje, że Hegseth ma więcej przeciwników niż sojuszników. Pojawiają się opinie, że jego czas na stanowisku może być policzony. Dziennikarze zwracają uwagę także na konflikt z Danem Driscollem, sekretarzem armii, co doprowadziło do zmian kadrowych w Pentagonie. Gen. Randy A. George oraz inni wysocy rangą dowódcy zostali skierowani na emeryturę.
W opinii mediów ten konflikt wewnętrzny nabiera coraz bardziej politycznego wymiaru. Donald Trump, wspierając Hegsetha, może w przyszłości stanąć w obliczu kryzysu politycznego, związanego z kontrowersjami wokół szefa Pentagonu. Dla Polski, której partnerstwo z USA jest kluczowe, takie napięcia w dowództwie obronności Ameryki mogą mieć daleko idące konsekwencje.








Dodaj komentarz