Ostatnie badania opinii publicznej pokazują rosnące zaniepokojenie Polaków związane z unijnym systemem handlu emisjami (EU ETS). Według sondażu przeprowadzonego dla krajowej gazety, ponad połowa respondentów opowiada się za ograniczeniem jego zastosowania, nawet kosztem napięć z Unią Europejską.
Problem postrzegania EU ETS wyłącznie jako kosztu oderwanego od szerokiej logiki wspólnego rynku stanowi wyzwanie. System został przedstawiony jako narzucony podatek, co wzmacnia przekonanie, że jego odrzucenie przyniosłoby ulgę w rachunkach. Oczekiwania te są jednak co najmniej wątpliwe gospodarczo i prawnie.
EU ETS nie jest jedynie dodatkowym elementem polityki UE – to centralny mechanizm regulacyjny w zakresie emisji, obowiązujący w krajach UE oraz w Norwegii, Islandii i Liechtensteinie. Jego zasady nie mogą zostać jednostronnie zmienione przez jeden kraj członkowski bez naruszenia prawa unijnego.
Alternatywa dla ETS to nie brak kosztu emisji, lecz inne formy jego ponoszenia, często mniej korzystne. Przykład Szwajcarii, która zintegrowała swój system z unijnym, czy Wielkiej Brytanii, pragnącej zminimalizować koszty CBAM, podkreśla złożoność tematu.
W Polsce pojawiły się narracje, jakoby możliwe było osiągnięcie „tańszej energii” poprzez sprzeciw wobec unijnych regulacji. Tymczasem od 2026 roku CBAM będzie stopniowo eliminować darmowe uprawnienia w EU ETS, co pokaże, jak ściśle połączone są rynkowe zasady kosztów emisji.
Polityczne upraszczanie debaty może mieć krótkoterminowe korzyści, ale prowadzi do długofalowych rozczarowań. Obecnie, EU ETS zapewnia Polsce miliardowe przychody, które przyczyniają się do transformacji energetycznej. W 2025 roku sprzedaż uprawnień przyniosła Polsce 3,851 mld euro.
Badania opublikowane w „Nature Climate Change” wskazują, że kluczowa dla poparcia polityki klimatycznej jest grupa tzw. conditional middle. To grupa, która kieruje się bilansowaniem kosztów i korzyści, a nie stałymi przekonaniami.
Wzrost akceptacji polityki klimatycznej można osiągnąć poprzez transparentne przedstawienie korzyści z EU ETS, takich jak inwestycje w zielone technologie czy pomoc dla wrażliwych gospodarstw domowych.
W Polsce debata o EU ETS jest testem na jakość politycznego przywództwa. Wzmacnianie iluzji, że wyjście from system stanowi łatwą drogę do tańszej energii, jedynie komplikuje rzeczywistość i niszczy zaufanie do Unii Europejskiej.
Strategiczne pytanie to nie wybór za lub przeciw ETS, ale czy Polska chce uczestniczyć w kształtowaniu reguł, które decydują o przyszłości gospodarki. Potrzebujemy mniej retoryki sentymentalnej i więcej współpracy nad reformą wspólnych mechanizmów, by były one bardziej sprawiedliwe i akceptowalne.








Dodaj komentarz