Ukraińskie ataki przy użyciu dronów dalekiego zasięgu na cele w Rosji nabierają intensywności. Celem są strategiczne obiekty, takie jak porty, terminale naftowe, rafinerie oraz składy paliw. Dowódca operacji dronowych, Robert „Madiar” Browdi, zapowiada dalszą eskalację i podkreśla, że działania te mają na celu odczuwalne przemieszczenie wojny na rosyjskie terytorium.
Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, określa te ataki jako „bardzo bolesne” dla Moskwy. Powodują one znaczne straty finansowe w rosyjskim sektorze energetycznym, szczególnie w kontekście globalnych wzrostów cen ropy wywołanych konfliktem na Bliskim Wschodzie. Ukraińskie operacje destabilizują również rosyjską armię, pozbawioną łączności satelitarnej Starlink, i zmuszają Rosję do poniesienia wysokich kosztów związanych z odtworzeniem swojego zaplecza.
Browdi tłumaczy, że ukraińskie drony działają na głębokości nawet 2 tys. km na rosyjskim terytorium, zadając krytyczne straty przeciwnikowi. Jego zdaniem rafinerie stanowią uzasadnione cele wojskowe, ponieważ generują środki na finansowanie rosyjskiej machiny wojennej. Zaznacza, że operacje te mają charakter defensywny, z celem przeciwdziałania postępom wroga na Ukrainie.
Siły Systemów Bezzałogowych, mimo że stanowią jedynie niewielki ułamek ukraińskiej armii, odpowiadają za znaczny procent zniszczonych celów. Ich skuteczność wynika z precyzyjnego planowania i minimalnych strat własnych. Miesięcznie eliminują one więcej rosyjskich żołnierzy niż Rosja jest w stanie zmobilizować, co ma dodatkowo destabilizować przeciwnika.
Ataki ukraińskich dronów wywołują ferment w Rosji, co znajduje odzwierciedlenie w reakcjach mieszkańców dotkniętych regionów, którzy coraz częściej kwestionują zasadność wojny.
Browdi z optymizmem patrzy na możliwość zwiększenia nacisku na Rosję, zarówno poprzez zagrożenia na froncie, jak i działania na jego zapleczu. Liczy, że takie działania skłonią rosyjskie społeczeństwo do refleksji nad polityką Moskwy.








Dodaj komentarz