Pani Bożena, właścicielka mieszkania na warszawskiej Woli, doświadczyła szoku po wejściu do swojego lokalu w asyście policji. Po wcześniejszych problemach z płatnościami czynszu przez najemczynię Martę G., zdecydowała się wkroczyć do mieszkania, gdy kontakt z najemczynią całkowicie się urwał.
Lokatorka, która przez półtora roku wynajmowała zadbane mieszkanie, pozostawiła po sobie nieopisany chaos. Wnętrze spowijał nieprzyjemny zapach, na podłodze znajdowały się podejrzane plamy, a w środku błądziło kilka robaków. Widok wielu pozostawionych śmieci i zgniłej żywności szokował – mówi pani Bożena.
Zaczęło się od opóźnień w płatnościach czynszu. Pomimo zapewnień co do zamiłowania do porządku i regularnych wpłat, Marta G. zaczęła unikać kontaktu, tłumacząc się niechęcią do odbierania telefonów. Właścicielka próbowała nawiązać kontakt poprzez SMS-y i listy polecone, lecz wszystko pozostało bez odpowiedzi.
Straty w mieszkaniu są szacowane na około 10 tysięcy złotych. Potrzebna będzie gruntowna dezynsekcja, której koszt pokryje częściowo ubezpieczenie posiadane przez panią Bożenę. Niestety, było to jedyne zabezpieczenie, jakie pozostało – kaucja została bowiem zużyta na zaległe czynsze.
Najemczyni, porzucając lokal, pozostawiła po sobie pełną zapleśniałą lodówkę, zaparowany garnek na balkonie oraz worki ze śmieciami. Chociaż mieszkanie było wynajmowane bez zgody na palenie, znaleziono dowody, że łamała ten zakaz.
Sytuacja wywołała oburzenie internautów, którzy nie kryli zaskoczenia takim zachowaniem. Właścicielka rozważa podjęcie kroków prawnych w celu odzyskania strat, jednak jest świadoma, że najemczyni może być finansowo niewypłacalna.
Historia ta przyciągnęła niemal tysiąc reakcji w mediach społecznościowych. Wielu użytkowników wyraziło współczucie dla właścicielki, podkreślając, że takie przypadki są niestety zbyt częste na rynku wynajmu mieszkań.








Dodaj komentarz