Do niecodziennego zdarzenia doszło 25 września na Placu Powstańców Warszawy, gdzie według dziennika „Fakt”, piłkarz Arkadiusz Milik, prowadząc Mercedesa klasy G, poruszył się po pasie ruchu, łamiąc przepisy ruchu drogowego. Jego manewr obejmował przejazd przez podwójną linię ciągłą oraz wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, co zostało dostrzeżone przez znajdujących się w pobliżu policjantów.
Funkcjonariusze, będąc świadkami wykroczenia, niezwłocznie zareagowali, jednak interwencja nie zakończyła się nałożeniem mandatu. Według taryfikatora, za wspomniane czynności, Milikowi przysługiwałby mandat w wysokości 1500 zł oraz 15 punktów karnych za wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, a także dodatkowe 200 zł i 5 punktów za przekroczenie podwójnej linii ciągłej.
Zamiast sankcji finansowej, policjanci zastosowali środki oddziaływania wychowawczego zgodnie z art. 41 Kodeksu wykroczeń, ograniczając się do zwrócenia uwagi piłkarzowi. Jak wyjaśnia Jakub Pacyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa I, funkcjonariusze mogą zwrócić uwagę kierującemu na niewłaściwe zachowanie, nie zawsze decydując się na karanie.
Opisane przez „Fakt” wydarzenia nie kończą się na wspomnianych wykroczeniach. Dziennik twierdzi również, że Milik kilka skrzyżowań dalej przejechał na czerwonym świetle. Niedoszłe sankcje za wszystkie te wykroczenia łączyłyby się w 35 punktów karnych, co przekraczałoby limit 24 punktów dla kierowców posiadających prawo jazdy dłużej niż rok.
Policja ograniczyła się do działania w oparciu o zauważone przez siebie wykroczenia, nie dokonując interwencji w przypadku przejazdu na czerwonym świetle, ponieważ nie byli jego świadkami. „Fakt” wystosował także prośbę o komentarz do Arkadiusza Milika, jednak do czasu publikacji artykułu nie otrzymał odpowiedzi.








Dodaj komentarz