Na Morzu Czarnym doszło do niebezpiecznego incydentu, który wzmaga napięcia w regionie. W środowy wieczór 5 sierpnia niemiecki frachtowiec pływający pod banderą Liberii stał się celem ataku dronów w rejonie 21 mil morskich od Odessy. Statek należy do niemieckiego armatora Johann M.K. Blumenthal GmbH & Co. KG z Hamburga. Jak podał niemiecki dziennik 'Bild’, drony kilkukrotnie trafiły w jednostkę, co spowodowało pożar oraz utratę manewrowalności frachtowca.
Załoga składająca się z 11 marynarzy, niebędących obywatelami Niemiec, została bezpiecznie ewakuowana przed kontynuacją ostrzału. Szczęśliwie nikt z załogi nie odniósł obrażeń w wyniku ataku. Moskwa potwierdziła, że przeprowadziła operację z użyciem dronów na Morzu Czarnym, wymierzając ją w dwa statki handlowe na południe i wschód od Odessy. Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony statki miały przewozić ładunki wojskowe. Rosyjskie władze nie odniosły się jednak do doniesień o uszkodzeniu niemieckiego frachtowca ani o pożarze na jego pokładzie.
Drugim celem ataku, według informacji 'Bilda’, był masowiec 'Mera Queen’, pływający pod banderą Gwinei Bissau. Raporty mówią o śmierci jednego z członków jego załogi, choć te informacje nie zostały jeszcze niezależnie potwierdzone. Atak na niemiecki frachtowiec 'EMIL’ to kolejny z serii incydentów na Morzu Czarnym. Mimo funkcjonowania szlaków morskich, region jest niezmiennie narażony na działania zbrojne, co komplikuje i tak już trudną sytuację na rynku eksportowym związanym z Ukrainą.
Ukraina i Rosja, często nazywane 'spichlerzem świata’, odpowiadają za około jedną trzecią światowej produkcji pszenicy. Konflikt i wynikające z niego utrudnienia w transporcie morskim przez ukraińskie porty praktycznie sparaliżowały handel z tego regionu, zwiększając globalne ryzyko braku dostaw żywności.








Dodaj komentarz