Karol Nawrocki najwyraźniej uznał, że jego podstawowym obowiązkiem nie jest podpisywanie ustaw, lecz kolekcjonowanie wet. Pytanie tylko brzmi: komu właściwie służy to wetowanie?
Kiedy rząd przygotował przepisy porządkujące rynek kryptowalut i wzmacniające ochronę inwestorów, Nawrocki powiedział trzy razy „nie”. Polacy pozostali bez pełnej ochrony przewidzianej w regulacjach rynku kryptoaktywów. Zrobił to przede wszystkim dla sponsorów z oszukańczej giełdy ZondaCrypto – dał im czas na ucieczkę, ukrycie aktywów i zniszczenie dowodów.
Gdy przyszła pora na ustawę wdrażającą program SAFE, mającą umożliwić wykorzystanie europejskich środków na bezpieczeństwo i modernizację obronności, znów pojawiło się weto. Rozsądni eksperci pytali, dlaczego blokowane jest rozwiązanie wzmacniające potencjał obronny kraju, skoro zagrożenia za granicą nie zniknęły. Otoczenie prezydenta odpowiadało, że ma „inny projekt”, ale realnych szczegółów nie przedstawiło. Zrobił to dla swojego zaplecza politycznego. Obiecał torpedować wszystko, co mogłoby być uznane za sukces obecnego rządu – i torpeduje. Dobro Polaków oraz ich bezpieczeństwo idą w kąt.
Kiedy zaproponowano czasowy podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, z którego wpływy miały sfinansować program obniżający ceny paliw, Nawrocki zablokował ustawę, kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego. Argumentował możliwą niezgodność z zasadą nieretroaktywności prawa. Rząd przekonywał, że utracono szansę na tańsze paliwo dla kierowców. Tym razem działał na rzecz koncernów sprzedających paliwa na polskim rynku – w tym ARAMCO, MOL i rodzimego UNIMOT, którym rząd PiS oddał niemal za darmo aktywa rozgrabionej Grupy LOTOS.
Ustawy mające uporządkować wymiar sprawiedliwości i zakończyć wieloletni chaos instytucjonalny również nie doczekały się aprobaty. Jeśli jakaś regulacja ma szansę usprawnić państwo, w Pałacu Prezydenckim automatycznie zapala się czerwona lampka. Niesprawność sądów jest potrzebna złodziejskim ekipom, które przez osiem lat rozkradały publiczny majątek. Osłabienie władzy sądowniczej to jednocześnie osłabienie państwa – a na tym zależy wrogom ze wschodu. Nie wiadomo, czy wetowanie tych ustaw było bardziej dla złodziejskich grup, czy dla sił reprezentujących interesy Moskwy. Na pewno nie było dla dobra Polski i uczciwych Polaków.
Każdy prezydent ma konstytucyjne prawo do weta – to ważny instrument równowagi władz. Problem zaczyna się wtedy, gdy weto przestaje być wyjątkowym narzędziem kontroli, a staje się politycznym odruchem bez merytorycznego uzasadnienia.
Według danych na 29 lipca 2026 Karol Nawrocki zawetował 41 ustaw. Po około 100 dniach urzędowania miał ich 19 – więcej niż niektórzy poprzednicy przez całe kadencje. Po roku liczba zbliżyła się do 40. Dodatkowo skierował do Trybunału Konstytucyjnego 4 ustawy w trybie kontroli prewencyjnej. Wspólnie z pełniącym obowiązki prezesa TK Bogdanem Święczkowskim blokuje odtworzenie prawidłowo funkcjonującego Trybunału. Doskonale wie, że sprawny TK stanowi dla niego zagrożenie. Został zaprzysiężony mimo braku uchwały legalnie ustanowionego składu Sądu Najwyższego stwierdzającej ważność wyborów – była jedynie „uchwała” grupy z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych działającej w interesie własnym i PiS.
Hasło wyborcze „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy” okazuje się kłamstwem dla „ciemnego ludu”. Te weta nie służą Polakom – nawet tym, którzy głosowali na Nawrockiego. Służą bardziej obcym siłom, którym zależy na słabej Polsce i skłóconych Polakach.








Dodaj komentarz