Premier Węgier Meter Magyar zapowiedział możliwość całkowitego wyłączenia elektrowni jądrowej Paks, co związane jest z ekstremalną suszą i rekordowo niskim poziomem wody w Dunaju. Obecna sytuacja już wymusiła znaczące ograniczenie produkcji energii w tej kluczowej elektrowni. Cztery reaktory w Paks, które są konstrukcji rosyjskiej i łącznie dostarczają około 50% energii elektrycznej na Węgrzech, pracują z obniżoną mocą z powodu niedoboru wody potrzebnej do ich chłodzenia.
Magyar ostrzegł, że jeśli poziom Dunaju nie wzrośnie, zatrzymanie pracy elektrowni może stać się nieuniknione. Zwrócił uwagę, że nadchodzące dni mogą być szczególnie trudne, zważywszy na prognozowaną falę upałów, która zwiększy zapotrzebowanie na energię elektryczną, zwłaszcza wieczorami. Sytuacja ta jest nie tylko wyzwaniem dla sektora energetycznego, ale także wpływa na żeglugę śródlądową i zaopatrzenie w wodę w wielu regionach kraju.
Do kryzysu odniósła się również minister klimatu i środowiska Polski, Paulina Hennig-Kloska. Podkreśliła, że wyłączenie elektrowni Paks uwidacznia potrzebę dywersyfikacji i rozwoju alternatywnych źródeł energii. Przekonywała o znaczeniu stabilności systemu elektroenergetycznego, który nie powinien być zagrożony nawet w obliczu ekstremalnych warunków pogodowych.
Rekordowo niski poziom Dunaju to efekt długotrwałej suszy i wysokich temperatur, które dotknęły znaczną część Europy. Kryzys energetyczny, z którym borykają się Węgry, ma dla rządu w Budapeszcie poważne konsekwencje finansowe. Szacunki mówią o kosztach rzędu od 100 do 200 miliardów forintów, głównie z powodu droższego importu energii.
Tymczasem Polska kontynuuje prace nad własną elektrownią jądrową w gminie Choczewo na Pomorzu, której pierwszy blok ma zacząć dostarczać do sieci energię w 2036 roku. Istnieje nadzieja, że taka inwestycja zwiększy stabilność energetyczną kraju i uniezależni go od nieprzewidywalnych warunków klimatycznych podobnych do tych, z jakimi teraz mierzą się Węgry.








Dodaj komentarz