W nocy z 29 na 30 lipca nad polską przestrzenią powietrzną wykryto niezidentyfikowany obiekt, prawdopodobnie rosyjską rakietę Ch-101, używaną przez Rosję do ataków na Ukrainę. Myśliwiec F-16 został wysłany do przechwycenia, ale obiekt zniknął z radarów, a następnie odkryto krater po jego upadku w pobliżu Tarnawy-Kolonii.
Premier Donald Tusk potwierdził, że wszystko wskazuje na rosyjską rakietę manewrującą Ch-101, która z zawierała znaczną ilość materiałów wybuchowych. Prokuratura Okręgowa w Lublinie prowadzi śledztwo w tej sprawie, starając się wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia. Śledczy przyglądają się także reakcji instytucji odpowiedzialnych za obronę powietrzną kraju.
Były pilot wojskowy, Michał Fiszer, wyjaśnił, że Polska obecnie nie jest w stanie wojny, co wpływa na sposób funkcjonowania obrony powietrznej. Zaznaczył, że w czasie pokoju nie wszystkie obiekty mogą być natychmiast zestrzeliwane, ponieważ wymaga to jednoznacznej identyfikacji.
Rakieta spadła przed podjęciem decyzji o jej zestrzeleniu. Fiszer podkreśla, że Polska przestrzeń powietrzna nie jest całkowicie zamknięta dla ruchu cywilnego, a decyzje o przechwytywaniu obiektów zawsze są trudne i niosą ze sobą ryzyko.
Incydent ten wzbudził również reakcje międzynarodowe. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ocenił, że naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej świadczy o rosyjskiej bezwzględności. Premier Tusk zapewnił, że sprawa będzie dogłębnie analizowana, a polskie wojsko było przygotowane na ewentualne zestrzelenie pocisku, gdyby ten kontynuował lot.
Prokuratura w Lublinie bada zarówno naruszenie przestrzeni powietrznej, jak i szczegóły upadku rakiety. Władze dążą do ustalenia, czy incydent był przypadkowy, czy też celem były polskie terytoria.








Dodaj komentarz