W kwalifikacjach pucharowych GKS Katowice zmierzył się na wyjeździe z Żyliną. Choć losowanie mogło być korzystniejsze pod względem sportowym, logistycznie okazało się idealne. Dzięki niedalekiej odległości, z zespołem przyjechało około 2000 kibiców, którzy zdominowali trybuny, zwłaszcza że miejscowi ultrasi od dawna bojkotują mecze swoich drużyn. Już przed pierwszym gwizdkiem, doping „żółtej ściany” rozbrzmiewał echem w górskim krajobrazie.
GKS rozpoczął mecz znakomicie. Już w szóstej minucie, po rzucie rożnym Bartosza Nowaka, gola głową strzelił Lukas Klemenz, wyprowadzając drużynę na prowadzenie 1:0. Po zdobyciu bramki katowiczanie cofnęli się, oddając inicjatywę gospodarczemu zespołowi. Żylina, korzystając z tego, zdołała wyrównać przed końcem pierwszej połowy. W 30. minucie Miroslav Kacer skutecznie wykorzystał rzut karny, choć bramkarz Gabriel Kobylak był blisko obrony.
Po przerwie Żylina szybko objęła prowadzenie. W 48. minucie Frantisek Kosa oddał strzał sprzed pola karnego, który Kobylak obronił, lecz przy dobitce Timoteja Hranicy był już bez szans. Mimo trzech strategicznych zmian w zespole GKS, wprowadzonych przez trenera Rafała Góraka, sytuacja na boisku nie zmieniła się na korzyść katowiczan.
GKS starał się wyrównać, ale nie stworzył wielu klarownych sytuacji do zdobycia bramki. Jednocześnie goście musieli być ostrożni, aby nie stracić kolejnej bramki w końcowych minutach spotkania. Ostateczna porażka 1:2 daje jednak nadzieję na odrobienie strat w rewanżowym meczu, który odbędzie się w Katowicach za tydzień. Katowiczanie patrząc na swoją formę i wsparcie kibiców, mogą wierzyć w odwrócenie losów rywalizacji.








Dodaj komentarz