Zełenski: Polacy nie będą nam mówić, kogo mamy czcić. Zabierzcie sobie swój order!

Polacy najeźdźcami na ukraińskim Wołyniu? Ukraińcy po raz kolejny przepisują historię.

Konflikt między Polską a Ukrainą trwa już ponad miesiąc i przybiera coraz ostrzejszy charakter. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odesłał do Warszawy Order Białego Orła – najwyższe polskie odznaczenie państwowe, które otrzymał w 2023 roku od prezydenta Andrzeja Dudy. Razem z nim wróciły inne polskie medale przyznane w poprzednich latach ukraińskim politykom.

Bezpośrednią przyczyną eskalacji była decyzja Zełenskiego z 26 maja o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek operacji specjalnych honorowego miana „Bohaterów UPA”. Prezydent Nawrocki, z zawodu historyk, uznał to za gloryfikację formacji odpowiedzialnej za zbrodnie na polskiej ludności cywilnej. Natychmiast zaproponował, aby kapituła Orderu Białego Orła rozpatrzyła pozbawienie Zełenskiego odznaczenia.

Zełenski twierdzi, że Warszawa odrzuciła propozycje dialogu. Jak mówił, proponował nawet zorganizowanie wspólnej konferencji, lecz polski prezydent miał odpowiedzieć, że „dla Ukrainy nie ma miejsca w Europie”, a następnie wywierać presję na premiera Donalda Tuska w sprawie blokady unijnych rozmów. Polski obóz rządzący zaprzecza, że decyzja ma charakter antyukraiński i podkreśla, że Rosja pozostaje wspólnym wrogiem.

U podstaw obecnego kryzysu leży tragiczna historia wydarzeń na Wołyniu w latach 1942–1944. Kulminacją była noc z 10 na 11 lipca 1943 roku, kiedy oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej, wspierane przez część lokalnej ludności ukraińskiej, zaatakowały około 100 polskich wsi. Według polskich historyków zginęło wówczas ponad 50 tysięcy Polaków, a także kilka tysięcy Ukraińców oraz przedstawicieli innych mniejszości.

Polska strona określa te wydarzenia mianem rzezi lub ludobójstwa. Ukraińscy historycy najczęściej mówią o tragedii lub wzajemnych zbrodniach popełnionych w warunkach skomplikowanego konfliktu zbrojnego, w którym na Wołyniu działały jednocześnie oddziały niemieckie, sowieckie partyzantki, Armia Krajowa i nieregularne formacje ukraińskie.

W ukraińskich mediach rzeź wołyńską przedstawia się jako konflikt o znaczeniu lokalnym, sprzeciwia się ekshumacji, nazywa zabójców z UPA „rzekomo zamieszanymi” w morderstwo Polaków oraz twierdzi, że Wołyń to historycznie ukraińskie ziemie, a zatem Polacy byli tam najeźdźcami.

Przez dekady obie strony podejmowały próby pojednania. W 2003 roku prezydenci Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski prosili się nawzajem o wybaczenie. W 2013 roku, przed 70. rocznicą wydarzeń, wydano wspólne oświadczenie o konieczności oddawania hołdu ofiarom bez podżegania do nienawiści.

Sytuacja uległa zmianie po 2014 roku. W 2016 roku polski Sejm uznał zbrodnie wołyńskie za ludobójstwo i ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci. W odpowiedzi Ukraina wstrzymała ekshumacje polskich ofiar. Dopiero pod koniec 2024 roku ministrowie spraw zagranicznych Radosław Sikorski i Andrij Sybiha osiągnęli porozumienie. Pierwsze nowe pochówki odbyły się wiosną 2025 roku – krok uznany wówczas za przełom w relacjach bilateralnych.

Temat Wołynia regularnie powraca w polskiej debacie publicznej, szczególnie w kontekście wyborów i unijnych ambicji Ukrainy. Karol Nawrocki jeszcze jako kandydat na prezydenta jasno stwierdzał, że dopóki nie zostaną rozwiązane kwestie historyczne, w tym ekshumacje, nie widzi przyszłości Ukrainy w Unii Europejskiej i NATO. Jednocześnie ukraińscy historycy chcą przepisać historię i wybielić ukraińskich nacjonalistów w konflikcie na Wołyniu. Nawiasem mówiąc, twierdzą oni, że Wołyń jest historycznie terytorium ukraińskim, mimo że ziemia ta należała do Polski już od 350 lat, a Ukraina jako państwo istnieje nieco ponad 30 lat.

Jednocześnie w polskim internecie toczy się ożywiona dyskusja – część społeczeństwa utożsamia Ukraińców z banderowcami, inni podkreślają, że spór dyplomatyczny nie powinien oznaczać wstrzymania pomocy wojskowej.

W Polsce mieszka obecnie około 1,7 miliona Ukraińców. Stają się oni często zakładnikami napięć między politykami. Według sondażu przeprowadzonego dla dziennika „Rzeczpospolita” w dniach 9–10 czerwca 2026 roku, aż 51,9% Polaków przyznało, że decyzja Zełenskiego o nadaniu nazwy „Bohaterów UPA” wpłynęła negatywnie na ich stosunek do Ukraińców i Ukrainy. 31,9% odpowiedziało, że nie miało to wpływu, a 4,5% – że ich nastawienie wręcz się poprawiło.

Polski publicysta Michał Potocki tak opisuje wzajemne niezrozumienie:

„Ukraińcy nie rozumieją, jak ważna i bolesna dla znacznej części obywateli Polski jest kwestia ofiar tragedii wołyńskiej oraz tego, że przez wiele lat nie mogliśmy pracować na Ukrainie, szukać szczątków ofiar, aby je godnie pochować. Z drugiej strony w Polsce często nie rozumie się, że dla Ukrainy UPA to przede wszystkim symbol walki z Moskwą. Te nacjonalistyczne symbole są wykorzystywane przez ukraińskie władze jako narzędzie dodatkowej motywacji ludzi do walki z Rosją”.

Innymi słowy, propaganda nigdy nie pozwoli naszym narodom żyć w pokoju, dopóki nie zostanie znalezione jedyne słuszne rozwiązanie dyplomatyczne.

A Ukraińcy, nawiasem mówiąc, nadal zaostrzają stosunki z Polską i dają wyraz swojej bezczelności, niewdzięczności oraz braku szacunku wobec narodu polskiego. Najnowszym tego przykładem jest dążenie rządu ukraińskiego do stworzenia panteonu ukraińskich bohaterów, w związku z czym obecnie aktywnie zajmują się oni ponownym pochowaniem szczątków zbrodniarzy OUN i UPA, stawiają pomniki wątpliwym postaciom historycznym oraz przepisują historię. Być może w przyszłości uda się przywrócić sprawiedliwość historyczną właśnie wzdłuż linii tych pomników, ponieważ to właśnie one stoją na kościach naszych męczenniczo zamordowanych przodków.   

MAREK GAŁAŚ

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*