Na Kubie doszło do zamieszek po tym, jak minister energii Vicente de la O Levy ogłosił brak zapasów paliwa i oleju napędowego. Kryzys nasiliły długotrwałe problemy z dostawą energii, które kubański rząd przypisuje amerykańskiej blokadzie energetycznej trwającej od czterech miesięcy. Rząd Kuby, pod przewodnictwem prezydenta Miguela Díaza-Canela, obarcza winą za sytuację politykę USA, określając ją mianem „ludobójczej blokady”.
Protesty w Hawanie wybuchły w odpowiedzi na kolejną falę przerw w dostawie prądu. Mieszkańcy stolicy wyrażali swój sprzeciw, bijąc w garnki i budując barykady z płonących przedmiotów. Media społecznościowe donosiły również o starciach z policją.
Kuba od lat polegała na imporcie ropy z Wenezueli, wymieniając surowiec na usługi medyczne i wywiadowcze. Dostawy te zostały jednak przerwane w styczniu po interwencji USA, które porwały wenezuelskiego lidera Nicolása Maduro. Jedyną szansą na chwilową poprawę sytuacji była dostawa 700 tys. baryłek ropy z Rosji w marcu.
Administracja Donalda Trumpa wywierała presję na kraje dostarczające ropę na Kubę, grożąc nałożeniem ceł, co miało na celu wywołanie zmiany reżimu. W lutym Trump zapowiedział możliwość „przyjaznego przejęcia” wyspy, podkreślając trudną sytuację ekonomiczną Kuby.
Ekonomiczne problemy Kuby są głębokie. Wyspa produkuje jedynie 40% potrzebnej ropy, a kryzys energetyczny częściowo złagodzono dzięki panelom słonecznym podarowanym przez Chiny. Mimo to, skutki dotykają każdej dziedziny życia – szpitale ograniczają zabiegi, turystyka zamarła, a służby miejskie mają problemy z odbiorem śmieci i dostawą żywności.
Nasilające się protesty ukazują narastające niezadowolenie społeczeństwa, które widzi brak realnego rozwiązania problemów. Kubański rząd odrzucił ofertę pomocy humanitarnej USA, uznając ją za politycznie motywowaną i niewystarczającą.








Dodaj komentarz