W Warszawie rośnie liczba automatów do sprzedaży wody, tzw. wodomatów, co wzbudza liczne kontrowersje. Według informacji ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą”, chociaż litr wody z wodomatu kosztuje 60 groszy, sama woda pochodzi z miejskiej sieci. Producent przekonuje, że woda jest „ulepszana” i przechodzi proces oczyszczania, ale brak publikuje szczegółowych badań dotyczących tej technologii. Sam model biznesowy opiera się na sprzedaży urządzeń niezależnym inwestorom, którzy następnie zarabiają na mieszkańcach. Każdy wodomat kosztuje ponad 15 tys. zł, a zwrot inwestycji ma nastąpić w ciągu 17 miesięcy. Wodomaty są produkowane przez spółkę Wodomat, założoną w 2024 roku. Mimo skromnego kapitału, firma szybko rozprzestrzeniła swoje urządzenia w stolicy. Dyrektor techniczny spółki, Denis Zwonik, zaznacza, że odbiorcami sprzętu są indywidualni przedsiębiorcy, organizacje oraz osoby prywatne, które rozwijają własne biznesy. Kontrowersje budzi brak transparentności co do jakości wody. Producent deklaruje, że woda przechodzi dziesięciostopniowy proces oczyszczania, w tym przez odwróconą osmozę, filtry węglowe oraz dezynfekcję UV. W materiałach firmy pojawiają się również sugestie dotyczące korzystnego wpływu na zdrowie. Prof. Rafał Jurczakowski z Wydziału Chemii UW podkreśla jednak, że brak szczegółowych informacji budzi uzasadnione wątpliwości: „Bez konkretnej specyfikacji dotyczącej zawartości jonów nie da się rzetelnie ocenić jakości tej wody” – dodaje. Szczególne zaniepokojenie wzbudza tzw. rezonator bioceramiczny, który według producenta ma „zmieniać strukturę wody”. Jurczakowski podkreśla, że naukowe podstawy działania tego elementu są wątpliwe, a brak wiarygodnych badań potwierdzających jego skuteczność. Ekspert zwraca też uwagę na potencjalne ryzyko dla zdrowia związane z materiałami używanymi w urządzeniach, które mogą zawierać substancje szkodliwe, w tym metale ciężkie: „Potencjalne zagrożenia mogą przewyższać ewentualne korzyści” – stwierdza.








Dodaj komentarz