Relacje między ambasadorem USA w Polsce, Tomem Rose, a marszałkiem Sejmu, Włodzimierzem Czarzastym, mogą się poprawiać. Po wcześniejszych krytycznych uwagach, Rose teraz wyraził swoje uznanie wobec działań Czarzastego związanych z posłem Konfederacji, Konradem Berkowiczem.
Berkowicz wywołał ogólnokrajowe kontrowersje, gdy podczas obrad Sejmu porównał Izrael do III Rzeszy i rozwinął przerobioną flagę tego kraju, zastępując gwiazdę Dawida swastyką. Następnego dnia Czarzasty zgłosił sprawę do prokuratury z podejrzeniem popełnienia przestępstwa, które mogłoby być zakwalifikowane jako znieważenie obcego państwa i propagowanie faszyzmu.
Działania te wywołały szerokie zainteresowanie mediów. Tom Rose, który wcześniej bardzo krytycznie oceniał warszawskiego polityka za obrażanie Donalda Trumpa, teraz otwarcie pochwalił jego reakcję na posunięcie posła Konfederacji.
Równocześnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie rozpoczęła czynności sprawdzające dotyczące Berkowicza pod kątem publicznego znieważenia flagi oraz potencjalnego naruszenia przepisów dotyczących propagowania nienawiści.
W przeszłości relacje między ambasadorem a Czarzastym były napięte. Rose ostro krytykował marszałka za jego komentarze dotyczące prezydenta Trumpa, uważając, że mogą one szkodzić stosunkom polsko-amerykańskim. Zamierzał nawet zerwać z nim relacje po jego słowach dotyczących Pokojowej Nagrody Nobla.
Tymczasem sam Berkowicz nie przeprasza za swoje komentarze. Na platformie X wyraził, że mimo możliwych konsekwencji prawnych, zamierza kontynuować swoją krytykę polityki Izraela. Podkreślił, że jego działania są wynikiem głębokiego przekonania o kontrowersyjnych działaniach tego państwa na Bliskim Wschodzie.
Cały incydent obrazuje napięcia i kompleksowość sytuacji politycznej związanej z międzynarodowymi stosunkami Polski. Pomimo napięć, ostatnie działania Czarzastego mogą wskazywać na próby złagodzenia relacji z USA.








Namaszczony jankeskim poklepem Czarzasty z jeszcze większą energią przystąpi do rozpieprzania odpadków po gównolewicy.
I dobrze. Może wreszcie odrodzi się, na nawozie jaki pozostanie po Czarzastym, Millerze, czy Kwaśniewskim – autentyczna lewica, a nie wataha sprzedajnych kundli.