Choć jeszcze w lutym premier Donald Tusk i minister Andrzej Domański przekonywali, że finansowanie innowacji jest kluczowe dla rozwoju Polski, budżet na naukę na 2026 r. został zamrożony. – Mamy poczucie, że w rządzie realnie nikt nie stara się o zwiększenie finansowania – komentuje dla WNP prof. Michał Tomza z Instytutu Fizyki Teoretycznej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
„Czym się różni doktorant od balkonu? Balkon jest w stanie utrzymać rodzinę” – ten gorzki dowcip umieścił w mediach społecznościowych dr hab. Piotr Sankowski, dyrektor najmłodszego w Polsce państwowego instytutu badawczego – IDEAS. To komentarz do projektu budżetu na rok 2026, który rząd opublikował w ubiegłym tygodniu. Wynika z niego, że wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe praktycznie stoją w miejscu. W 2026 roku planowane są na poziomie 44,26 mld zł.
41,12 mld zł przeznaczone ma być na zarządzanie systemem szkolnictwa wyższego i nauki, w tym – kształcenie studentów, doktorantów i kadr naukowych. 3,14 mld zł ma być przeznaczone na badania naukowe służące praktycznym zastosowaniom. Tu jednak pieniądze są rozdzielone między MNiSW i podlegające mu agendy a MON.
Nie zwiększą się nie tylko wydatki na uczelnie, ale również budżet Narodowego Centrum Nauki, o którego finansowanie badacze walczyli na jesieni ubiegłego roku. Wówczas rząd krótkofalowo się ugiął i nakłady na agencję podniesiono o 100 mln zł. Jesienią premier natomiast zdecydował, by wyposażyć agencję w pół miliarda złotych w obligacjach. To jednak proteza, badacze liczyli na stabilne finansowanie. W tegorocznym budżecie zaplanowano zwiększenie nakładów na NCN o 1,4 proc. W budżecie agencji ponownie jest ok. 1,7 mld zł (choć NCN może wreszcie spieniężyć obligacje, które w ubiegłym roku dostało od rządu, co załata budżet bieżących konkursów).
Padało wiele słów, dziś jest rozczarowanie
Wpis Sankowskiego nie jest odosobniony. Badacze coraz bardziej otwarcie mówią o rozczarowaniu polityką rządu. Prof. Michał Tomza z Instytutu Fizyki Teoretycznej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego był w gronie osób, które spotykały się z premierem Donaldem Tuskiem, kiedy ten na przełomie roku zapowiadał, że nauka będzie priorytetem.
Takie deklaracje premier składał zarówno w listopadzie, kiedy spotkał się z młodymi naukowcami, jak i w lutym podczas konferencji „Rok przełomu” na warszawskiej giełdzie. A także na dwóch spotkaniach, które kancelaria zorganizowała z gronem badaczy.
– W lutym, kiedy premier ogłaszał „rok przełomu”, mieliśmy duże nadzieje. Padło wtedy wiele słów o tym, jak ważne jest wspieranie i finansowanie nauki. Dzisiaj wśród naukowców słychać rozczarowanie. Mamy poczucie, że w rządzie realnie nikt nie stara się o zwiększenie finansowania. Nawet ministerstwo nauki jest niezwykle zachowawcze, skupiło się na temacie popularyzacji – mówi WNP prof. Tomza. Podobne opinie mają inne osoby, które brały wtedy udział w dyskusjach o nauce.
Dariusz Wieczorek napisał wstrząsający list. Czy Marcin Kulasek też walczy?
Tymczasem rządzący doskonale wiedzą, co wiąże się z niewielkimi nakładami na naukę. Rok temu w piśmie do Andrzeja Domańskiego konsekwencje dalszego niewielkiego finansowania opisał ówczesny minister nauki i szkolnictwa wyższego Dariusz Wieczorek. Przypomniał, że obecnie nakłady na naukę są najniższe w XXI wieku. Dodał, że aby mówić o jakimkolwiek odbudowaniu poziomu wydatków, trzeba by podnosić nakłady o około 0,05 proc. PKB rocznie, czyli mniej więcej o 2 mld zł.
Były już minister nauki alarmował, że przyznany mu wówczas w budżecie limit na szkolnictwo wyższe i naukę jest tak niski, iż właściwie „ograniczy lub zamknie drogę do zdobycia wyższego wykształcenia części młodych ludzi”. Twierdził też, że doprowadzi to do „demobilizacji najlepszych naukowców”, bo wzrost płac na uczelniach nie nadąża za wzrostem najniższego wynagrodzenia. Alarmował, że „konieczne jest zagwarantowanie doktorantom środków na utrzymanie się” (podkreślenie wystąpiło w oryginalnym dokumencie).
Czy Marcin Kulasek idzie podobną drogą? Poprosiliśmy o udostępnienie całej korespondencji ministra z ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Do dziś jej jednak nie otrzymaliśmy. Od wysokiego urzędnika resortu nauki usłyszeliśmy jednak o kulisach negocjacji budżetu.
Jak twierdzi nasz rozmówca, kierownictwo MNiSW chciało zwiększenia ministerialnego budżetu o 1,8 mld zł. Na to jednak nie zgodził się resort finansów. Kluczowym argumentem miała być kwestia deficytu budżetowego i wydatki na zbrojenia. – To nie jest wymarzona dla nas sytuacja, ale niektóre inne ministerstwa mają pocięte budżety względem ubiegłego roku, u nas jest nieznaczny, ale wzrost – przekonuje nasz rozmówca.
Resort ratować ma też przeniesienie dotychczasowych wydatków do funduszy z innych budżetowych koszyków. Tak stało się np. z pieniędzmi na akademiki – 600 mln zł rocznie na ten cel zapisano w Funduszu Dopłat.
Jak jednak przypomina nasz rozmówca, środki na naukę będą w tym roku rozdzielane także z wielu innych koszyków, których nikt do kategorii „nauka i szkolnictwo wyższe” nie zalicza. Chodzi m.in. o projekty KPO, które trzeba wydać w 2026 roku. Nasz rozmówca argumentuje, że te pieniądze trafiają też do naukowców.
Ubiegłoroczne wysiłki ministra Dariusza Wieczorka opłaciły się o tyle, że rząd dołożył uczelniom 1,5 mld zł w obligacjach. Szkoły wyższe mogły je wydać np. na najpotrzebniejsze remonty. Takich zapowiedzi na kolejny rok budżetowy nie usłyszeliśmy.
Nie tylko zwiększenie finansowania, ale też reforma
– Nauka od lat jest głodzona, niestety wygląda na to, że to systemowe działanie. Chociaż politycy mają na ustach innowację, po prostu nie są nią zainteresowani – twierdzi prof. Przemysław Hensel, kierownik Katedry Przedsiębiorczości i Systemów Zarządzania Wydziału Zarządzania UW. W rozmowie z WNP dodaje, że poziom finansowania jest kształtowany tak, by utrzymać kadrę niezbędną do prowadzenia dydaktyki, a nie tak, by dać polskiej gospodarce impuls innowacyjny.
Efektem niskich nakładów jest np. nieustanny spadek liczby polskich uczelni w rankingu szanghajskim. W tym roku w pierwszej 500 znalazło się ich 7. Dla porównania: w 2022 było ich 11, w 2023 – 9, w 2024 – 8.
Część badaczy zwraca jednak uwagę, że rozmowa o zwiększeniu finansowania musi być połączona z reformą systemu edukacji wyższej. Tej jednak na horyzoncie nie widać. Ministerstwo pracuje wprawdzie nad nowymi zasadami ewaluacji uczelni (to od niej zależy, jaka część tortu przypadnie danej szkole wyższej). Choć ma ona obejmować okres od 1 stycznia 2026 r., prace nad szczegółowymi rozwiązaniami wciąż trwają.
Tymczasem prof. Hensel wskazuje, że w obliczu malejących roczników należałoby rozważyć choćby takie ruchy jak zmniejszenie liczby wykładowców przy utrzymaniu poziomu finansowania. Takich planów jednak nie ma.
Źródło: wnp.pl







