Donald Tusk obwieścił we wtorek, że Marcin Romanowski, poseł z ramienia Zjednoczonej Prawicy, przebywa „na 99 procent” w nieuznawanej przez społeczność międzynarodową republice Naddniestrza. Słowa te wzbudziły falę komentarzy, w tym stanowczą reakcję Patryka Jakiego, który wyraził brak zaufania do tych doniesień. „Nie wierzę w to, co mówi premier” — stwierdził Jaki w trakcie programu Polsat News, przypominając dawne wypowiedzi Tuska i jego doradców.
Cała sprawa nabiera dodatkowego wymiaru, gdyż znana jest precedensowa sytuacja z czasów, gdy Tusk opierał się na informacjach od doradcy do spraw bezpieczeństwa, pana Murańskiego. Obecnie nie ma jasności, na czym opiera on swoje oskarżenia dotyczące Romanowskiego.
Sprawą zainteresował się Interpol, jednak według informacji, które dotarły do redakcji, nie wystawiono formalnej noty. Rzekomo osoby związane z Tuskiem przekonywały, że sytuacja ma charakter polityczny. Być może owym argumentom towarzyszy chęć uwiarygodnienia poglądów przed zbliżającymi się wyborami. Zarzut dotyczący obecności Romanowskiego na terenie Naddniestrza kanibalizował uwagę opinii publicznej, zwłaszcza, że region ten od lat jest źródłem międzynarodowych napięć.
Oskarżenia nie są pozbawione kontekstu wyborczego; Tusk w kampaniach wyborczych stosował już strategiczne zapowiedzi, bazując na procentowych zapewnieniach. Słusznie więc pada pytanie, jakie dane czy informacje skłoniły go do tak odważnej deklaracji.
Patryk Jaki, komentując aktualne doniesienia, podkreślał, że ta sytuacja przypomina wcześniejsze wpadki Tuska związane z brakiem realizacji obietnic lub niepewnością ich źródeł. Sama sprawa Romanowskiego nadal pozostaje tajemnicza i prowokuje do dyskusji na temat roli polityki w zarzucaniu oskarżeń bez jednoznacznych dowodów.








Dodaj komentarz