W Ukrainie trwa skomplikowane śledztwo dotyczące korupcji w Terytorialnych Centrach Rekrutacji. Policja prowadzi aż 428 postępowań w sprawach dotyczących fałszowania dokumentów oraz uniknięcia służby wojskowej przez mężczyzn w wieku poborowym. W proceder ten zamieszani są pracownicy centrów rekrutacyjnych, członkowie komisji lekarskich oraz wojskowi i cywilni pośrednicy.
Zgodnie z informacjami serwisu TSN, dochodowe operacje fałszowania dokumentów odbywały się za pokaźne kwoty. Na przykład w obwodzie chersońskim za wprowadzenie fałszywych informacji do dokumentów wojskowych, organizatorzy procederu żądali 7 tys. dolarów. Policja przygląda się również majątkom osób zaangażowanych w ten proceder. Maksym Tsutskiridze, pełniący obowiązki szefa ukraińskiej policji, podał przykład naczelnika z Bukowiny, który mimo braku wykazanych oszczędności w 2023 roku, już rok później posiadał majątek rzędu 115 tys. dolarów.
Śledczy weryfikują legalność badań lekarskich około 2,5 tys. osób, a wobec 6,5 tys. osób uchylono nieprawidłowe decyzje komisji lekarskich. W sumie podejrzanych jest 76 naczelników Centrów Rekrutacyjnych.
W międzyczasie, w Polsce także toczy się dyskusja na temat ukraińskich poborowych. Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że w przypadku powrotu do władzy będzie deportować ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie. Jarosław Kaczyński określił tę propozycję jako „pomoc” dla Ukrainy, podkreślając, że mobilizacja jest obecnie kluczowym wyzwaniem dla tego kraju.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek dodał, że podobne mechanizmy są rozważane także w innych krajach Europy Zachodniej. Według niego, mężczyźni niepracujący w Polsce powinni wrócić do Ukrainy i wspierać swoją ojczyznę na froncie, co uzasadnia tym, że to Ukraińcy powinni bronić swojego kraju.
Ukraina boryka się obecnie z trudnościami związanymi z zapewnieniem odpowiedniej liczby żołnierzy, co podkreślone jest w kontekście ewentualnych mobilizacji planowanych również przez Rosję.








Dodaj komentarz