Administracja prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, stanęła w ogniu krytyki po uwagach dotyczących możliwego naruszenia ustawy o ochronie sygnalistów. Sprawa dotyczy byłego pracownika warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich, który jako sygnalista zgłaszał nieprawidłowości, a mimo to stracił pracę. Mecenas Lewandowski, reprezentujący poszkodowanego, twierdzi, że działania pracodawcy były odwetowe i złożył zawiadomienie do prokuratury.
Historia zaczęła się w kwietniu 2025 roku, kiedy to trzech pracowników ZDM zakwestionowało polecenie przełożonego dotyczące ubezpieczania pojazdów za publiczne środki. Uważali, że jest to działanie niegospodarne. Jeden z nich, znany jedynie jako pan Piotr, formalnie zgłosił te nieprawidłowości, co miało być początkiem jego kłopotów. Wkrótce po tym zaczęto stosować wobec niego działania odwetowe, takie jak obniżenie dodatku motywacyjnego oraz blokada dostępu do oprogramowania.
Pan Piotr, szukając sprawiedliwości, skierował się do prezydenta Trzaskowskiego, a jego zgłoszenie zostało formalnie przyjęte. Zyskał status sygnalisty, który teoretycznie chroni go przed zwolnieniem. Jednak w styczniu 2026 roku jego umowa została wypowiedziana, co argumentowano utratą zaufania oraz działaniem na szkodę wizerunku pracodawcy. Zauważono również, że jego korespondencja z prezydentem została udostępniona osobom, których dotyczyła. Obecnie pan Piotr walczy o swoje prawa w sądzie, wskazując, że ustawa o ochronie sygnalistów okazała się nieskuteczna.
Sprawa ta prowokuje do dyskusji na temat rzeczywistej ochrony sygnalistów w Polsce. Według mecenasów, represje wobec osób ujawniających nieprawidłowości są coraz częściej stosowaną praktyką, co może zniechęcać potencjalnych sygnalistów do działania. Warszawski ratusz na razie nie skomentował tych zarzutów szczegółowo, ale cała sytuacja wywołuje szerokie zainteresowanie i debatę publiczną na temat funkcjonowania mechanizmów ochronnych w urzędach publicznych.








Dodaj komentarz