Sytuacja wokół Dawida Kacprzyka, młodego lekarza i polityka z Koalicji Obywatelskiej, komplikuje się. Choć prokuratura prowadzi dwa śledztwa związane z jego działalnością, na razie nie ustalono terminu jego przesłuchania. Okazuje się, że zakończenie procesu może zająć nawet kilka lat. Tymczasem do samorządu lekarskiego docierają nowe zgłoszenia dotyczące domniemanych nieprawidłowości. Emil Jędrzejewski, były pracownik Szpitala Południowego, oskarżył Kacprzyka o poważne zaniedbania, które jego zdaniem mogły prowadzić do śmierci pacjentów. Mimo że w środę Jędrzejewski stawił się w prokuraturze, nie złożył zeznań z uwagi na brak pełnomocnika. Zaproponował protokół z nazwiskami poszkodowanych i poprosił o nowy termin przesłuchania, co nie zostało zaakceptowane. Kolejny termin przesłuchania zaplanowano na poniedziałek, ale prokuratura nie zdradza, kogo chce przesłuchać najpierw. Prokuratura bada dwie główne sprawy: dotyczące rzeczywistego czasu pracy lekarzy i nadzoru nad SOR-em w Szpitalu Południowym. Dawid Kacprzyk, niespełniający wymogów formalnych do pracy samodzielnej, był odpowiedzialny za koordynację SOR. Sam Kacprzyk zaprzecza oskarżeniom, twierdząc, że są one bezpodstawne. Jego prawnik, Jacek Dubois, zapowiedział, że jeśli Jędrzejewski nie wycofa swoich twierdzeń, czeka go proces karny. Sprawa wywołała również zainteresowanie Naczelnej Izby Lekarskiej, która rozpoczęła własną analizę. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Kacprzykowi grozi kara od upomnienia do dożywotniego wydalenia z zawodu. W tle toczy się kontrola ratusza i NFZ w Szpitalu Południowym oraz audyt wszystkich miejskich SOR-ów. Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, odwołał radę nadzorczą i zarząd szpitala jako reakcję na bieżące wydarzenia. Śledczy badają także, czy Trzaskowski miał świadomość nieprawidłowości. Sprawa jest szeroko komentowana w mediach i może mieć daleko idące konsekwencje dla zaangażowanych instytucji.








Dodaj komentarz