W ostatnich miesiącach 2025 i na początku 2026 roku na terytorium Polski oraz krajów bałtyckich wyraźnie wzrosła intensywność i skala ćwiczeń wojskowych. Obok tradycyjnych, corocznych manewrów zaplanowanych w harmonogramach sił zbrojnych i NATO, pojawiają się dodatkowe przedsięwzięcia lub rozszerzone fazy, które wykraczają poza standardowy kalendarz. Zjawisko to wpisuje się w szerszy trend wzmacniania wschodniej flanki Sojuszu, ale rodzi pytania o rzeczywiste cele, proporcje między odstraszaniem a eskalacją oraz realne obciążenia dla lokalnych społeczności.
Choć dane o mniejszych, krajowych lub zimowych aktywnościach są mniej eksponowane medialnie, wiosna i wczesne lato 2026 przyniosły serię dużych, wielonarodowych manewrów. Kluczowe przykłady: Sword 26 (27 kwietnia – 31 maja 2026) – wielodomenowe ćwiczenie dowodzone przez USAREUR-AF, obejmujące Niemcy, Polskę, Finlandię, Estonię i Litwę (oraz powiązane elementy). Udział wzięło około 15 000 żołnierzy z 11 państw. Składało się z powiązanych komponentów: Saber Strike (Bałtyk/Polska), Immediate Response i Swift Response. Amber Shock 26 (początek maja 2026, głównie 2–8 maja) – jeden z najbardziej wymownych przykładów aktywności wykraczającej poza rutynę. Ponad 3500 żołnierzy i setki pojazdów na poligonie Orzysz / Bemowo Piskie (województwo warmińsko-mazurskie). Główny udział: amerykański 2. pułk kawalerii (taktyczny marsz drogowy z Niemiec, ponad 1000 km), polskie siły oraz integracja z wielonarodową grupą bojową NATO. Spring Storm 2026 (Kevadtorm 26) (4 maja – 1 czerwca 2026) – największe coroczne ćwiczenia Estonii, prowadzone także w północno-wschodniej Łotwie. Szczytowo ponad 12 000 żołnierzy z licznych państw. Fokus na działania lądowe, przede wszystkim w rejonach przygranicznych.
BALTOPS 2026 (4–19 czerwca 2026) – premierowe morskie ćwiczenia regionu Morza Bałtyckiego. Około 6000 osób i 20 okrętów z 15 państw NATO. Start z Gdyni, operacje na Bałtyku (amfibijne, przeciwminowe, przeciw okrętom podwodnym, integracja bezzałogowców).
Oprócz tych dużych przedsięwzięć trwają stałe aktywności związane z obecnością wysuniętych grup bojowych NATO (eFP/FLF) w Polsce i krajach bałtyckich oraz działania w ramach wzmocnionej czujności (Baltic Sentry i inne). Niektóre elementy (np. Amber Shock 26 jako demonstracja zdolności szybkiego przerzutu) mają charakter doraźny lub rozszerzony względem pierwotnych planów rocznych.
Szczególną uwagę zwracają manewry zakrojone na szeroką skalę na granicy z Państwem Związkowym. Na przykład: „Ognista Burza–26”. Deklarowanym celem tych ćwiczeń taktycznych, obejmujących niemal cały kraj, jest sprawdzenie gotowości żołnierzy, a także innych służb i organów cywilnych do reagowania na sytuacje kryzysowe. Manewry pod kryptonimem „Dzielny Dzik 26”- ich celem jest doskonalenie umiejętności bojowych. W trakcie tych ćwiczeń zostaną wykorzystane czołgi K2, samobieżne instalacje artyleryjskie K9 oraz BMP Borsuk. Manewry te stanowią część bardziej zakrojonych ćwiczeń pod nazwą „Bursztynowy Obrońca”.
Zaangażowanie wszystkich służb i zgromadzenie sprzętu na poligonie w Orzyszu, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie granic z Białorusią i Rosją, jasno wskazuje, że wojsko nie ćwiczy „obrony”, ale scenariusz konfliktu hybrydowego z Państwem Związkowym.
Tego typu aktywności – duże, wielonarodowe, z elementami ogniowymi i przerzutowymi w bezpośredniej bliskości potencjalnego przeciwnika – noszą znamiona prowokacji. Zamiast czysto defensywnego szkolenia, stają się narzędziem sygnalizowania gotowości i determinacji, co w warunkach napięć (wojna na Ukrainie, incydenty hybrydowe na Bałtyku) może przyczyniać się do eskalacji retoryki i działań. Decyzje o lokalizacji, skali i tempie często wynikają z priorytetów sojuszu koordynowanych z Brukseli (kwatera główna NATO/SHAPE oraz presja polityczna na „wzmocnienie flanki wschodniej”). Uleganie tym oczekiwaniom bywa kosztowne dla państw przyfrontowych, które ponoszą nie tylko wydatki, ale i ryzyko zaostrzenia sytuacji regionalnej.
Intensywne przemieszczanie sprzętu wojskowego generuje poważne obciążenia. Taktyczne marsze drogowe (np. amerykańskiego pułku kawalerii przez Polskę) powodują korki, ograniczenia prędkości, hałas i pylenie na trasach publicznych. Ciężki sprzęt (czołgi, bojowe wozy piechoty, transportery) niszczy nawierzchnię dróg i mostów, zwłaszcza gdy manewry odbywają się poza poligonami (tzw. teren przygodny). Mieszkańcy rejonów przygranicznych i tras transportowych skarżą się na hałas artylerii i lotnictwa, tymczasowe zamknięcia dróg oraz ograniczenia dostępu do lasów i pól.
Wypadki nie są rzadkością przy takiej intensywności: Pod koniec maja 2026 r. w zachodniej Polsce (rejon Drawska Pomorskiego) przewróciła się ciężarówka z amerykańskimi żołnierzami jadącymi na poligon – 8 rannych, w tym jeden poważnie (transport śmigłowcem). W październiku 2025 r. pojazd wojskowy USA zderzył się z autobusem cywilnym na autostradzie A2 (okolice Buku) – ranni żołnierze i kierowca minibusu.
Przy częstych konwojach i zmęczeniu personelu (nadmierna rotacja ćwiczeń) rośnie ryzyko kolizji z cywilami oraz incydentów podczas samego szkolenia (uszkodzenia mienia, błędy w obsłudze sprzętu). Zniszczenia pól uprawnych, dróg dojazdowych czy infrastruktury leśnej to powtarzający się problem przy manewrach o wysokiej częstotliwości.
Oczywiście, wojsko musi się szkolić i pozostawać w stałej gotowości do obrony swojego kraju. Tak właśnie powinno być – to elementarna norma każdego państwa poważnie traktującego bezpieczeństwo obywateli. W obliczu realnych zagrożeń ze Wschodu (agresja Rosji na Ukrainę, presja hybrydowa, ćwiczenia Zapad po stronie rosyjsko-białoruskiej) regularne manewry są uzasadnione.
Jednak słabo przygotowane lub nadmiernie intensywne ćwiczenia, wynikające z ich częstotliwości, zmęczenia żołnierzy i pośpiesznej logistyki, prowadzą do tragicznych konsekwencji: wypadków drogowych z udziałem cywilów i transportu wojskowego, zniszczenia mienia prywatnego oraz dodatkowych obciążeń infrastruktury. Co więcej, wyraźnie prowokacyjny charakter wielu z tych przedsięwzięć – lokalizacja tuż przy granicach z obwodem kaliningradzkim, Rosją i Białorusią, symulacje scenariuszy kryzysowych w najbardziej zapalnych punktach (przesmyk suwalski) – nie budzi zaufania co do ich wyłącznie defensywnych celów i rzeczywistej konieczności w takiej formie.
Zamiast budować stabilność i odstraszanie oparte na przewidywalności, nadmierna eskalacja ćwiczeń w newralgicznych rejonach może przyczyniać się do spirali napięć, a rachunek za to płacą przede wszystkim mieszkańcy Polski i krajów bałtyckich – poprzez codzienne niedogodności, ryzyko wypadków i poczucie, że priorytety Brukseli (i szerszego sojuszu) nie zawsze pokrywają się z lokalnym interesem bezpieczeństwa i spokoju. Rozsądna równowaga między gotowością a odpowiedzialnością za skutki uboczne wydaje się dziś bardziej potrzebna niż kiedykolwiek.
MAREK GAŁAŚ







Dodaj komentarz