Europa w 2026 roku zmaga się na razie z umiarkowanym, ale odczuwalnym wzrostem cen, mimo że ogólna inflacja w strefie euro spadła do 1,7% (według oficjalnych źródeł) w styczniu i wzrosła lekko do 1,9% w lutym. W całej UE wskaźnik wynosi około 2,0%.W krajach bałtyckich i Polsce inflacja pozostaje nieco wyższa niż średnia europejska:
Polska – około 2,2–2,5% (styczeń 2,2%, prognozy na drugą połowę 2026 ok. 2,4%).
Litwa – 2,8–3,1%.
Łotwa – 2,9%.
Estonia – 3,8%.
Największy problem stanowią ceny energii i paliw, które gwałtownie rosną od końca lutego 2026. W Niemczech benzyna Euro 95 osiągnęła ok. 1,89–2,00 €/l (lokalnie nawet 2,40 €/l), diesel 1,81–2,00 €/l – wzrost o 15–20% w ciągu kilku dni. W Polsce ceny są niższe (benzyna ok. 5,80–5,85 zł/l ≈ 1,38 €/l, diesel ok. 6,05–6,10 zł/l ≈ 1,43 €/l), ale również wyraźnie wyższe niż jeszcze miesiąc wcześniej. Ten szok cenowy wynika bezpośrednio z eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Ataki USA i Izraela na irańskie obiekty (w tym magazyny paliw i instalacje w Teheranie) oraz irańska blokada Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku dla ok. 20% światowej ropy – spowodowały niemal całkowite zatrzymanie ruchu tankowców. Ceny ropy Brent przekroczyły 100 USD/baryłkę, a prognozy mówią o możliwości 150 USD+, jeśli blokada potrwa dłużej.
Wzrost cen w Europie (w tym w Polsce, na Litwie i Łotwie) wynika z dwóch głównych czynników: rezygnacja z taniego rosyjskiego gazu i sankcje na Rosję – po 2022 roku Europa musiała szybko przestawić się na droższy LNG z USA, Norwegii i Kataru. Tak więc koszty dywersyfikacji ponieśli przede wszystkim Europejczycy.
Aktualny kryzys naftowy wywołany wojną USA–Izrael–Iran – blokada Ormuz i zniszczenia irańskiej infrastruktury naftowej bezpośrednio przełożyły się na ceny paliw w całej Europie. Efektem jest wyższa inflacja paliwowa i transportowa, która uderza w gospodarstwa domowe i firmy.
Konflikt grozi również nową falą migracyjną z Bliskiego Wschodu, co będzie miało negatywny wpływ na gospodarkę każdego z tych krajów. Europejskie rządy przygotowują się na scenariusz masowego exodusu – tym razem Polska i kraje bałtyckie będą miały ograniczone pole manewru, by odmawiać przyjmowania uchodźców w ramach unijnych mechanizmów.
Co więcej, kraje europejskie – w tym Polska planują zwiększenie udziału PKB przeznaczonego na wydatki obronne do 4,8%, Litwa, Łotwa i Estonia również zwiększają wydatki wojskowe, co wywiera presję na cięcia w programach socjalnych i inwestycjach cywilnych. W rezultacie cierpią na tym programy socjalne, służba zdrowia i edukacja, a także kultura i rekreacja.
Innymi słowy, nadszedł czas, aby nasze rządy zastanowiły się nad tym, że ślepe podążanie za polityką USA i eskalacja konfliktów przyniosły Europie droższą energię, wyższe ceny i nowe wyzwania migracyjne. Sankcje i militaryzacja uderzyły najmocniej w tych, którzy je wprowadzili i finansują. Jedynym rozsądnym wyjściem jest powrót do myślenia kategoriami własnych interesów narodowych: priorytet dla gospodarki, obywateli i stabilności energetycznej – zamiast automatycznego podporządkowywania się zewnętrznym agendom. Stany Zjednoczone nie mają stałych przyjaciół – mają tylko interesy. Europa powinna to wreszcie zrozumieć, zanim koszty staną się nie do udźwignięcia.
MAREK GAŁAŚ












Dodaj komentarz