To będzie nowy miniokręt polskiej Marynarki Wojennej? My nie mamy na czym pływać, a oni kuszą ceną

niezależny dziennik polityczny

Polska Marynarka Wojenna jest w pilnej potrzebie. 40-letni ORP Orzeł to techniczny emeryt, a nowe pełnowymiarowe okręty nie są tanie. Włoski miniokręt podwodny (M-23) kusi ceną.

  • Marynarka Wojenna RP potrzebuje nowych okrętów podwodnych.
  • Na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach zaprezentowano ciekawe rozwiązanie, mogące być uzupełnieniem i pomostem do pełnowymiarowej „Orki” (to nazwa programu przewidującego zakup trzech-czterech nowych okrętów podwodnych za około 10 mld zł).
  • Włoskie miniokręty podwodne M-23 kuszą ceną i niektórymi możliwościami, niedostępnymi dla większych jednostek.

Na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach włoski producent M23 S.R.L. zaprezentował  koncepcję, która dla polskiej Marynarki Wojennej może być ciekawym rozwiązaniem. Chodzi o mały okręt podwodny o napędzie konwencjonalnym M-23.

M-23 są nieduże, funkcjonują dzięki napędowi spalinowo-elektrycznemu. Oprócz generatorów spalinowych wyposażone są w baterie litowo-jonowe. To ciekawa jednostka, jednak po raz pierwszy obecny na kieleckich targach producent wyraźnie nie chciał udzielać informacji na temat swojego produktu.

Co zatem wiemy o okręcie? To niewielka jednostka, o długości 20-25 m (nawet tych danych producent poskąpił) i wyporności do 150 ton. Wyposażona jest w wyrzutnie torped kal. 533 mm (przenosi je dwie), do tego może zabrać ze sobą sześć minitorped i cztery miny Murena, przenoszone w specjalnie zaprojektowanym i podczepionym pod kadłubem zasobniku. Okręt mógłby się zanurzać na głębokość do 300 m.

Sprzęt, który pozwoliłby zachować zdolności. Marynarze nie mają na czym pływać i się szkolić

Pozyskanie „dużego” okrętu podwodnego to okres sześciu lat. W przypadku miniokrętów to dwa lata, a to sprawi, że będą jeszcze w dywizjonie Okrętów Podwodnych marynarze mający zdolności do użytkowania i obsługi takiego sprzętu. Jeśli będziemy czekali dłużej, obawiam się, że takie zdolności zanikną – mówi WNP.PL proszący o zachowanie anonimowości były dowódca jednego z polskich okrętów podwodnych.

„Zachowanie zdolności” to kluczowe określenie. Na stanie Marynarki Wojennej RP jest obecnie tylko jeden okręt podwodny, liczący niemal 40 lat, poradziecki ORP Orzeł. To duża jednostka o napędzie konwencjonalnym, mająca jednak problemy z utrzymaniem sprawności i pochłaniająca ogromne pieniądze w ramach napraw, zmian i regeneracji.

Drugi problem wiąże się ze zmniejszającą się liczbą marynarzy, którzy mają realne doświadczenie w służbie na okrętach podwodnych. Trzy lata temu wycofano z MW ostatnie okręty typu Kobben: ORP Sęp i ORP Bielik. Wraz z ich zejściem z linii pojawia się problem odchodzących do cywila marynarzy.

Warto przy tym zaznaczyć, że włoskie rozwiązanie jest korzystne jeszcze z jednego powodu: ceny. Trzy pełnowymiarowe „duże Orki” to koszt ok. 2 mld euro. Cztery miniOrki to mniej więcej 2 mld zł.

Dodając wspomniany czas pozyskania jednostki i zachowanie zdolności załóg, może to być rozwiązanie warte przemyślenia. Z jednym istotnym zastrzeżeniem.

M-23 nie byłby alternatywą dla dużych okrętów, ale daje pewne możliwości obrony i ochrony 

Nie traktujmy tego jako alternatywy! To powinno być uzupełnienie dla „dużej” Orki. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem dla Dywizjonu Okrętów Podwodnych byłoby posiadanie 3 dużych jednostek i 3 małych, np. takich jak ta – dodaje rozmówca WNP.PL.

Jak tłumaczy, M-23 to okręt typowo do działań przybrzeżnych. Na Bałtyku mamy jednego głównego przeciwnika – Rosję – i celem dla polskich jednostek podwodnych byłoby w głównej mierze skryte przedostanie się w pobliże portów w Bałtyjsku czy Kronsztadzie w celu np. zaminowania podejścia do portu.

Druga opcja to np. wysadzenie grupy dywersyjno-rozpoznawczej, której członkowie byliby w stanie wskazać drogą łączności satelitarnej lub radiowej cele dla pocisków rakietowych będących na wyposażeniu Morskiej Jednostki Rakietowej.

Innymi słowy, ten okręt stworzy zagrożenie tam, gdzie nie będzie w stanie tego zrobić duża jednostka. Ze względu na swoje rozmiary, głębokość Bałtyku itp. przy relatywnie niewielkim koszcie pozyskania małe okręty pozwoliłyby utrzymać zdolności podwodne, prowadzić szkolenie, a w razie ewentualnego konfliktu miałaby pewne możliwości działań na Bałtyku.

Na którym, przypomnijmy, mamy żywotne dla państwa interesy, które należy odpowiedni strzec. Przez Bałtyk przechodzi wiele importowanych do kraju towarów. Polska ma też morską platformę wydobywczą, chce budować farmy wiatrowe, a na dnie znajdują się zaopatrujący nas w gaz rurociąg Baltic Pipe i elementy infrastruktury krytycznej: podmorskie kable energetyczne i światłowody. 

Źródło: wnp.pl

Więcej postów