Niedawne wybory prezydenckie w Krakowie nie powinny być traktowane jako barometr ogólnopolskiej polityki. Wskazywanie wyników z grodu Kraka jako prognoz dla przyszłorocznych wyborów parlamentarnych jest błędne. Decydujący wpływ na tamtejsze wyniki miały lokalne kwestie oraz indywidualności kandydatów, a nie ogólnokrajowe trendy partyjne.
Konfederacja zrezygnowała z wystawienia własnego kandydata, co nie oznacza, że nie poradzi sobie lepiej w przyszłorocznych wyborach. Podobnie mylne byłoby sądzenie, że partia Razem przewyższy Nową Lewicę, tylko dlatego, że uzyskała lepszy wynik w krakowskiej rywalizacji. To wszystko są założenia oparte na wydarzeniach o lokalnym charakterze.
W pierwszej turze w Krakowie nie dominowały ogólnokrajowe kwestie polityczne, ale lokalne problemy i postacie. Wynik wyborów w tej specyficznej atmosferze mniej mówi o trendach politycznych w Polsce, a więcej o specyfice lokalnych wyborów. Starcie miało charakter osobowy i nie stanowiło testu przed nadchodzącym głosowaniem do Sejmu i Senatu.
W wyborach w Krakowie dała się zauważyć pewna niezmienność działań Koalicji Obywatelskiej. Partia wystawiła do rywalizacji przedstawicielkę, która, podobnie jak poprzednie kandydatury, była blisko związana z partią i miała niewielki związek z obecną rzeczywistością lokalną. To decyzja przypominająca wcześniejsze strategie tej formacji, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
Władze KO, podobnie jak w przypadku Rafała Trzaskowskiego, postawiły na partyjnego kandydata, co może okazać się potknięciem. Podobnie jak wcześniej, nie zdecydowano się na poszukiwanie postaci spoza partyjnego środowiska, nawet jeżeli wcześniej brano to pod uwagę. Efektem może być brak sukcesu w drugiej turze, szczególnie wobec silnej konkurencji, jaką stanowi niezależny Łukasz Gibała.
Gibała zyskał wsparcie wyborców innych partii, w tym PiS i Konfederacji, co może mu zapewnić przewagę. Zwolennicy Moniki Piątkowskiej, kandydatki KO, mogą nie być wystarczająco zmotywowani do głosowania, co przy niespójności strategii jej ugrupowania może oznaczać porażkę. Wygrana Gibały jest więc bardzo prawdopodobna.
Postawy największych partii rządzących, które decydują się na utarte schematy, mogą zaskakiwać. Wybierając partyjnych kandydatów, które nie zyskują szerokiego poparcia, ponoszą ryzyko kolejnych porażek. Czy te działania są efektem niewyciągania wniosków z przeszłych błędów? Niestety, na te pytania pozostaje brak jednoznacznych odpowiedzi, a same ugrupowania wydają się być w stanie pewnej konfuzji.








Dodaj komentarz