Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek do Sejmu o odwołanie Rzecznika Praw Dziecka, Moniki Hornej-Cieślak, w związku z głośną sprawą jej interwencji wobec rodziny z warszawskiej Białołęki. Partia oskarża rzeczniczkę o nadużycie władzy po tym, jak urzędniczka zaangażowała się w proces odebrania dwójki dzieci, mimo że sąd i inne instytucje nie widziały ku temu podstaw.
Sprawa, opisana przez Zero.pl, wywołała falę emocji oraz reakcje różnych środowisk. Rzeczniczka Praw Dziecka była świadkiem sytuacji, w której matka miała szarpać i krzyczeć na swoje dziecko. Monika Horna-Cieślak interweniowała, za co została później oskarżona o nadużycie swoich kompetencji. Policja, sąd rodzinny i kurator nie stwierdzili jednak potrzeby odebrania dzieci, co nie powstrzymało Rzecznik przed dalszym działaniem.
W piśmie do Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego PiS argumentuje, że Horna-Cieślak złamała złożone ślubowanie, narażając dzieci na negatywne skutki emocjonalne związane z nagłym odebraniem od rodziców. Wnioskodawcy podkreślają, że sąd rodzinny nakazał powrót dzieci do rodziny, co miało wykazać bezzasadność wcześniejszych działań rzeczniczki.
Monika Horna-Cieślak broniła swoich decyzji, wskazując na potrzebę ochrony dzieci przed przemocą, której rzekomo była świadkiem. Odniosła się także do porównań z innymi głośnymi przypadkami w Polsce, gdzie interwencje urzędników miały kluczowe znaczenie.
Pod wnioskiem o odwołanie podpisało się 31 senatorów PiS. To druga partia, po Rozwoju Plus, która formalnie zareagowała na omówioną sprawę. Rozwój Plus zgłosił również potencjalne przestępstwo, sugerując, że Horna-Cieślak wykorzystała swoją pozycję do wywarcia presji na organy państwowe.
Sprawa stawia pod znakiem zapytania zasady bezstronności urzędników i prawidłowość procedur w sytuacjach interwencji dotyczących praw dziecka. Ostateczne decyzje dotyczące dalszych losów Moniki Hornej-Cieślak i konsekwencji jej działań będą miały ważne implikacje dla funkcjonowania instytucji państwowych w Polsce.







Dodaj komentarz