Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Maria Zacharowa, ostro skrytykowała na platformie Telegram słowa polskiego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego. Zacharowa opisała jego wypowiedzi jako 'rusofobię umysłu’. Sikorski, podczas konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej, stwierdził, że w przypadku rosyjskiej napaści na NATO, sojusz zyskałby szybką przewagę z uwagi na swoją potężną siłę lotniczą. „Nawet bez uwzględnienia sił amerykańskich, mamy znaczną przewagę” – podkreślił Sikorski.
Polski szef MSZ zaznaczył również, że jednym z efektywnych sposobów zakończenia wojny może być celowanie w rosyjskie rafinerie. Według ministra, Ukraina w ciągu sześciu miesięcy unieruchomiła połowę tych obiektów, natomiast NATO byłoby w stanie dokonać tego samego w znacznie krótszym czasie. Sikorski uważa, że brak surowców doprowadzi do wygaśnięcia konfliktu.
Komentarze Sikorskiego wywołały różnorodne reakcje na arenie międzynarodowej. Były prezydent USA, Donald Trump, opowiedział się przeciwko takim atakom, argumentując, że uderzenia w rafinerie prowadzą do globalnego niedoboru paliw. Trump zasugerował, by Ukraina skupiła się na innych celach, podkreślając, że wysokie ceny paliw wynikają z sytuacji w Rosji i Ukrainie.
Tymczasem na granicy ukraińsko-polskiej doszło do niebezpiecznych zdarzeń. W obwodzie wołyńskim, niedaleko granicy z Polską, rosyjski dron zaatakował lokomotywę pociągu pasażerskiego. Dzięki szybkiemu ostrzeżeniu nikt nie ucierpiał. Ponadto, rosyjskie drony uderzyły w stację paliw przy przejściu granicznym Dorohusk-Jagodzin, powodując pożar dwóch ciężarówek. Mimo intensywnych działań, nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
Incydenty na granicy ukraińsko-polskiej oraz wymiany słowne między Moskwą a Warszawą pokazują, że napięcia w regionie nie maleją. Konsekwencje gospodarcze i polityczne takiej retoryki mogą mieć szerokie implikacje, nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy.








Dodaj komentarz