W 2024 roku największe polskie kopalnie węgla brunatnego, Bełchatów i Turów, odnotowały zaskakująco niskie poziomy emisji metanu. Redukcja ta wyniosła aż 99% w porównaniu do wcześniejszych testów, co budzi wiele kontrowersji i wątpliwości wśród ekspertów. Znaczna część sceptyków, w tym Jarosław Necki, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i ekspert ds. emisji metanu, uważa te wyniki za nieprawdopodobne i sugeruje zmianę metodologii pomiaru jako przyczynę zanotowanych spadków.
Nowa metodologia, przyjęta na mocy regulacji UE, pozwala operatorom kopalń na samodzielne ustalanie współczynników emisji na podstawie testów przeprowadzanych bez wyraźnych wytycznych. W praktyce oznacza to możliwość zaniżania rzeczywistych poziomów emisji, co z kolei może wpływać na zawyżanie postępów w osiąganiu celów klimatycznych. Necki twierdzi, że obliczenia te mogą być korzyścią dla samych kopalni, a nie dla ochrony środowiska.
Z kolei Czechy i Niemcy wykazały istotne zmniejszenie emisji metanu w swoich kopalniach węgla brunatnego, notując odpowiednio spadki o 91% i 64% w latach 2022-2024. W cieniu tych wyników, Polska znalazła się pod lupą z powodu wprowadzonych nowych wskaźników, które budzą niepokój i wątpliwości co do ich rzetelności.
Niemcy włączyły również nowe wartości dostarczone przez przemysł górniczy do swojego raportu dla ONZ, wprowadzając „średni ukryty współczynnik emisji”, który jest o 60% niższy od poprzedniego. To posunięcie może wskazywać na szerszy problem związany z metodologią pomiaru emisji metanu, który pozostaje wyzwaniem dla unijnych regulacji i kontroli.
Firmy górnicze takie jak PGE, operator kopalń w Bełchatowie i Turowie, deklarują zgodność swoich testów z unijnymi przepisami, co nie rozwiewa jednak wątpliwości dotyczących możliwego manipulowania danymi. Sytuacja ta podkreśla konieczność opracowania bardziej precyzyjnych wytycznych dotyczących monitorowania i raportowania emisji metanu w celu zapewnienia transparentności i właściwej oceny wpływu na środowisko.








Dodaj komentarz