Dawid Kacprzyk, były działacz Koalicji Obywatelskiej i radny, znalazł się w centrum polityczno-medycznej burzy po ujawnieniu szczegółów dotyczących jego działalności w Warszawskim Szpitalu Południowym. Kacprzyk, który według medialnych doniesień miał zarobić 1,6 mln zł, nie posiada specjalizacji, co budzi wątpliwości co do jego fachowości jako koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Sprawa nabrała większego rozgłosu, gdy pojawiły się doniesienia o uprzywilejowanym traktowaniu polityków Koalicji Obywatelskiej i ich bliskich w placówce. Zarzuty wskazują na rzekome szybkie przyjmowanie tych osób, a nawet stworzenie wydzielonego pomieszczenia, w którym mogli oczekiwać na badania. Dodatkowy aspekt kontrowersji pojawił się po wystąpieniu dr Emila Jędrzejewskiego, który zarzucił Kacprzykowi zaniedbania mogące prowadzić do śmierci pacjentów. Jędrzejewski twierdził także, że doszło do próby fałszowania dokumentacji medycznej za pomocą tomografii zmarłego pacjenta. Mecenas Jacek Dubois, reprezentujący Kacprzyka, stanowczo odpiera wszelkie zarzuty, podkreślając, że jego klient jest ofiarą politycznych rozgrywek. Dubois wskazuje na konflikt z rzekomym sygnalistą jako źródło oskarżeń, uznając go za niewiarygodnego. Prawnik zarzuca przeciwnikom budowanie sprawy na nieprawdziwych oskarżeniach, a jego celem jest systematyczne odpieranie zarzutów. Zdaniem Duboisa sytuacja w rzeczywistości miała charakter polityczny, a medialny lincz opiera się na nieprawdziwych informacjach. Sprawa nadal jest w centrum uwagi, a jej rozwój śledzą zarówno media, jak i opinia publiczna.








Dodaj komentarz