Ukraina przeprowadziła zmasowany atak dronowy na cele rosyjskie w nocy z 16 na 17 maja. Operacja objęła obszar Moskwy oraz okupowanego Krymu, gdzie ukierunkowano uderzenia na zakłady zbrojeniowe, obiekty naftowe i lotnisko wojskowe Belbek. Atak niesie za sobą poważne skutki, które mogą przyczynić się do osłabienia rosyjskiego potencjału wojennego.
Jak wynika z informacji uzyskanych od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), w wyniku ataku w obwodzie moskiewskim doszło do licznych uszkodzeń. Na Krymie zaś, zgodnie z tymi samymi źródłami, zniszczono kluczowe obiekty militarne. Szef SBU, Jewhenij Chmara, podkreślił, że takie działania miały strategiczne znaczenie dla Ukrainy. „Uderzenia w rosyjską infrastrukturę znacząco ograniczają możliwości prowadzenia wojny” – zaznaczył Chmara.
Portal Meduza informuje, że w największym od początku wojny ataku zginęły co najmniej cztery osoby, a kilkanaście zostało rannych. Świadkowie relacjonowali, że część dronów została zestrzelona przez rosyjską obronę, ale nie wszystkie udało się przechwycić, co doprowadziło do spadania szczątków w pobliżu miejsc zamieszkałych.
W niedzielnym wystąpieniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wyraził wdzięczność dla SBU i ukraińskiego wojska za skuteczność operacji. „Nasze działania to odpowiedź na przedłużającą się wojnę i ataki na nasze miasta. Drony dotarły nawet do obwodu moskiewskiego, dowodząc, że nie ma miejsc całkowicie bezpiecznych” – stwierdził Zełenski.
Rosyjskie media państwowe minimalizują szkody, skupiając się na sukcesach obrony przeciwlotniczej. Oficjalne raporty ograniczają się do wzmianki o „niegroźnych uszkodzeniach” i „niewielkich pożarach”. Eksperci cytowani przez Meduzę podkreślają, że taki przekaz ma na celu zachowanie spokoju społecznego.
W Internecie jednak krążą zdjęcia i nagrania pokazujące skalę zniszczeń, które nie są ujawniane w państwowych mediach, co prowadzi do rozbieżności w informacjach dostępnych dla mieszkańców Rosji i społeczności międzynarodowej.








Dodaj komentarz