„Gazeta Wyborcza” ujawniła szczegóły dotyczące nacisków, jakie miały miejsce w TVP Wrocław podczas przygotowywania reportażu o prezydencie Wrocławia, Jacku Sutryku. Gdy Robert Jałocha pracował nad materiałem dotyczącym nieprawidłowości przy uzyskaniu przez Sutryka dyplomu MBA, władze miasta podpisały z lokalnym oddziałem telewizji publicznej umowy na ponad 200 tysięcy złotych. Ze strony Urzędu Miasta dokument parafowała Agata Dzikowska z Wydziału Komunikacji Społecznej.
Dziennikarze ujawnili, że doświadczali presji z jej strony, a zarzuty wobec reportażu Jałochy uważają za bezpodstawne. W grudniu 2025 roku Jałocha zwrócił się do sądu o dostęp do dokumentów związanych z oskarżeniem Sutryka, co było częścią przygotowywanych przez niego materiałów. W tym czasie miały zostać podpisane umowy na cykl audycji promocyjnych miasta. Mimo akceptacji materiału, emisja została zablokowana, chyba że przed kamerą wystąpi sam Sutryk, co było niemożliwe, ponieważ unikał on rozmów z mediami na ten temat.
Po propozycji emisji reportażu po lokalnych wyborach w KO, materiał mimo wszystko nie trafił na antenę, co wywołało protest pięciu z sześciu wydawców TVP Wrocław. W korespondencji zarzucili autocenzurę i brak możliwości niezależnej pracy dziennikarskiej. „Do tej pory mogliśmy wszystko, byle z głową” – podkreślają, wskazując, że temat o prezydencie był przygotowany z najwyższą starannością. Dziennikarze twierdzą, że z obawy przed reakcją miasta unikali tematów niewygodnych dla władz Wrocławia.
Atmosfera napięcia doprowadziła do burzliwego spotkania, podczas którego m.in. kierownik programów Elżbieta Sobala zaznaczyła, że akt oskarżenia nie jest wyrokiem, a decyzje o współpracy z mediami podejmowane są kolegialnie. Dzikowska broniła swoich działań, stwierdzając, że nie naruszają one zasad etyki dziennikarskiej.
Publikacja „GW” ukazała kulisy współpracy redakcji z Dzikowską. Dziennikarze twierdzą, że narzucała ona rozmówców i ingerowała w treści materiałów. Dzikowska zapewnia, że wszystkie decyzje są podejmowane w zgodzie z przepisami o wydatkowaniu publicznych środków. Sprawę nadal monitorują dziennikarze i instytucje zajmujące się etyką medialną.








Dodaj komentarz