Mecz Legii Warszawa z Widzewem Łódź przypomniał dawne czasy, kiedy te kluby walczyły o mistrzostwo Polski. Tym razem jednak obie drużyny stoczyły bój, który mógł przybliżyć jedną z nich do spadku z Ekstraklasy. Obecny sezon okazał się dla Legii i Widzewa pełen rozczarowań, mimo ambitnych planów i znaczących inwestycji. Legia zatrudniła Edwarda Iordanescu, byłego selekcjonera reprezentacji Rumunii, oraz kilku piłkarzy z nadzieją na wzmocnienie zespołu. Jednak transfery, takie jak Noah Weisshaupt i Mileta Rajović, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Rajović, za którego zapłacono 3 mln euro, miał być strzelecką gwiazdą, a okazał się symbolem niepowodzeń zespołu. Podobne problemy napotkał Widzew, który zainwestował 5,5 mln euro w Osmana Bukari. Mimo tak wysokiej ceny piłkarz, z przeszłością w FC Nantes i Crvenej Zveździe, rozpoczął kluczowy mecz na ławce rezerwowych. Sezon, który zaczęli pod wodzą drogich zagranicznych trenerów, oba kluby kończą z Aleksandarem Vukoviciem i Markiem Papszunem, dobrze znanymi na polskiej scenie piłkarskiej. Mecz na stadionie przy Łazienkowskiej przyciągnął wielkie tłumy, ale na boisku nie brakowało napięcia i zaciętej walki o każdy punkt. Już na początku spotkania Legia mogła objąć prowadzenie, jednak Bartłomiej Drągowski skutecznie interweniował po strzale Rajovicia. Gra toczyła się głównie w środku pola, z niewielką ilością bramkowych okazji. Kibice stworzyli niesamowitą atmosferę, odpalając race i fajerwerki. W drugiej połowie obraz gry pozostawał bez większych zmian. Obie drużyny walczyły zawzięcie, ale wyraźnie brakowało im skuteczności przed bramką rywala. Dopiero w ostatniej akcji spotkania Legia zaryzykowała, wysyłając do przodu nawet bramkarza. Po zamieszaniu w polu karnym Rafał Adamski zdobył decydującego gola, który może znacząco wpłynąć na przyszłość Legii. Dla obu zespołów ten remis stanowił dalszą walkę o utrzymanie, ale poziom gry wywołuje pytania o przyszłość z takim składem i podejściem. Legia zmierzy się w kolejnym meczu z Termaliką, a Widzew podejmie Lechię Gdańsk. Decyzje zarządów o inwestycjach w zawodników i trenerów będą musiały być ponownie przeanalizowane po zakończeniu tego nieprzewidywalnego sezonu.








Dodaj komentarz