Kilometr od amerykańskiego radaru obrony przeciwrakietowej w Redzikowie zaobserwowano nieuprawniony przelot drona. Mimo wykrycia, wojskowi nie zestrzelili urządzenia, lecz zawiadomili służby. Generał Jarosław Gromadziński komentuje, że obecne prawo ogranicza działania wojsk w czasie pokoju, gdy dron penetruje infrastrukturę krytyczną.
Ministerstwo Obrony w wydanym komunikacie zapewniło, że dron nie stanowił zagrożenia dla bazy, a jego obserwacja była prowadzona pod pełną kontrolą. Dron naruszył strefę, gdzie obowiązuje zakaz lotów bezzałogowych statków powietrznych, jednak nie operował bezpośrednio nad bazą. Wojsko zidentyfikowało miejsce operowania i przekazało informacje odpowiednim służbom.
Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził, iż nie było zagrożenia dla obiektu w Redzikowie, a wnioski z raportu po analizie mogą skutkować ewentualnymi konsekwencjami dla odpowiedzialnych. Dotąd brak oficjalnego komentarza ze strony dowództwa amerykańskiego, pod którego jurysdykcję podlega baza.
Generał Gromadziński podkreśla konieczność zmiany prawa, sugerując, że wojsko powinno mieć możliwość użycia wiązki elektromagnetycznej do neutralizacji takich dronów. Jak zaznacza, pasywne obserwowanie nie wystarcza, gdyż kluczowe jest zapewnienie bezpieczeństwa strategicznym punktom, takim jak bazy wojskowe, lotniska czy elektrownie.
Były szef BBN Jacek Siewiera dodał, że nie chodzi o strzelanie do każdego drona, lecz o skuteczną detekcję i szybką reakcję ze strony Policji i Straży Granicznej. W przypadku łamania stref zakazu lotów istotne jest ustalenie operatora drona i motywacji jego działań. Policja zlokalizowała miejsce operowania i wszczęto odpowiednie procedury.
Incydent ten podkreśla potrzebę wzmocnienia regulacji prawnych związanych z ochroną kluczowych strategicznie obiektów przed zagrożeniami wynikającymi z użycia dronów, co staje się coraz bardziej realnym wyzwaniem w obliczu szybko zmieniającego się środowiska bezpieczeństwa.








Dodaj komentarz