Tymoteusz Puchacz marzył o wielkim debiucie w Lidze Mistrzów. Jak każdy młody piłkarz, miał swoje sportowe idole i kluby, które chciałby zobaczyć w walce na najwyższym poziomie. Jego pragnienie się spełniło, a debiut przypadł na legendarnym stadionie Old Trafford, gdzie jego drużyna, Sabah Baku, zmierzyła się z Manchesterem United.
Polski zawodnik, przeżywający obecnie najlepszy moment swojej kariery, zagrał wyjątkowe spotkanie, a na trybunach dopingowała go rodzina. Mimo wielkiego wysiłku, Puchaczowi nie udało się zdobyć bramki, choć był blisko, gdy piłka po jego strzale z rzutu wolnego niemal trafiła do siatki. Po meczu przyznał, że poziom Ligi Mistrzów to dla jego drużyny wciąż duże wyzwanie.
Manchester United, niczym nauczyciel, dał zespołowi z Azerbejdżanu lekcję futbolu. Choć gospodarze pokazali się jako silny przeciwnik, nie zadali ostatecznego ciosu. Jak stwierdził po meczu Puchacz: „Ten poziom jest dla nas na razie za wysoki, różnica klas była widoczna”.
Drużyna z Manchesteru bez większych problemów wygrała 4:0, co podkreśla siłę ekipy powracającej na europejskie boiska. W innych meczach Paris Saint-Germain miało łatwe zadanie przeciwko Slovanii, wygrywając 6:1, a Barcelona nie pozostawiła złudzeń Feyenoordowi, zwyciężając 5:1.
Na innych boiskach emocji także nie brakowało. Slavia Praga, mając na boisku aż trzech Polaków, nie zdołała utrzymać prowadzenia przeciw Lens po czerwonej kartce i ostatecznie przegrała 2:3. W ten sposób Lens, dzięki grze w przewadze, zadało dwa decydujące ciosy na koniec.
Debiutująca w Lidze Mistrzów Como, pod wodzą Cesca Fabregasa, zaskoczyła wszystkich, pokonując RB Lipsk 4:1. Ten wynik pokazuje, że w obecnym sezonie nie zabraknie niespodzianek.
Inne wyniki również zaskakują: Bayern Monachium z łatwością pokonał Bodo/Glimt 5:0, a mecze Fenerbahce z Romą oraz PSV Eindhoven z Szachtarem Donieck zakończyły się remisami 1:1. Takie otwarcie rozgrywek w fazie grupowej Ligi Mistrzów daje zapowiedź kolejnych emocjonujących spotkań, na które czekają kibice na całym świecie.








Dodaj komentarz