Wrzesień 2002 roku zapisał się tragicznie w pamięci rodziny Kaczmarskich. 17-letnia Lucyna Kaczmarska z Podgórza niedaleko Radomia zniknęła bez śladu po wyjeździe na spotkanie z dawnym znajomym w Lipsku. Kilka tygodni później jej ciało odnaleziono w lesie w pobliżu Iłży, a okoliczności tej tragedii do dziś pozostają niejasne. Wrześniowe popołudnie, 3 września 2002 roku, miało być dla Lucyny zwyczajnym dniem. Mieszkająca w Iłży, gdzie uczęszczała do liceum, nastolatka udała się do Lipska, by spotkać się z Wojciechem, poznanym na wakacjach. Pożyczony od byłego chłopaka samochód zatrzymał się w Lipsku, gdzie Lucyna wysiadła przed internatem. Kolejne zdarzenia to pasmo tajemnic. Wojciech, którego miała odwiedzić, nie był w Lipsku, lecz w Solcu nad Wisłą. Ostatni raz widziano Lucynę, gdy wsiadała do zielonego samochodu. Świadek, który obserwował to zdarzenie, nie wzbudził jednak zainteresowania policji, a ten trop nie został odpowiednio zbadany. Dopiero 27 września, 24 dni później, w zagajniku odnaleziono ciało Lucyny. Lokalizacja bliska drogi łączącej Lipsko z Iłżą wskazywała na możliwą trasę przejazdu feralnego wieczoru, choć jej dokładna przyczyna śmierci nigdy nie została ustalona. Kilka dni po odkryciu zwłok, doszło do kolejnej tragedii. Kolega Lucyny, Zbyszek, który podjął się prywatnego śledztwa, również padł ofiarą niejasnych okoliczności. Oficjalnie zmarł z wychłodzenia, jednak poszarpane ubrania budziły wątpliwości. Policja nie zgłębiła tych tropów. Zainteresowanie śledczych wywołała także historia skradzionego telefonu Lucyny. Telefon znalazł się w posiadaniu Marcina z Radomia, który zakupił go od handlarza z Wolanówki. Mimo że odnaleziono portret pamięciowy osoby podejrzanej, to jej tożsamość ustalono dopiero w 2006 roku, lecz nigdy nie doszło do przesłuchania. Cztery lata później osoba z portretu zmarła. Niedalekie miejsce zamieszkania Lucyny i jej znajomych mogło jakoby rzucić cień na byłego chłopaka, którego czerwony samochód oraz krwistoczerwone odpryski lakieru z okolicy zbrodni wydawały się znaczące. Jednakże brak badań nad tą kwestią pozostawia uwagę na cichnące pytania i spekulacje. Pomimo wysiłków rodziny i bliskich, policja umorzyła sprawę w maju 2003 roku, zamykając akta i pozostawiając nieoficjalnie osądzone miejsce tragedii jako „przeklęte”. Miejscowi mieszkańcy nie zapomną białego krzyża, który do dziś upamiętnia Lucynę Kaczmarską.








Dodaj komentarz