Marta Cieślik z Będzina, instruktorka BHP i trenerka pierwszej pomocy, znalazła się w centrum sądowej batalii po udzieleniu pomocy ofierze wypadku samochodowego. Wiosną 2021 roku, podczas podróży do pracy, była świadkiem dramatycznej sytuacji, kiedy samochód uderzył w starszą kobietę. Pani Marta, nie zważając na zagrożenie, zareagowała natychmiast, próbując uratować życie poszkodowanej.
Świadcząc pierwszą pomoc, Marta Cieślik doświadczyła traumatycznych przeżyć, które pozostawiły ślad na jej zdrowiu psychicznym. Po zdarzeniu cierpiała na zespół stresu pourazowego, co wpłynęło na jej życie zawodowe i osobiste. Lekarz zdiagnozował u niej PTSD, a skutki emocjonalne uniemożliwiły jej pracę przez ponad rok, co spowodowało problemy finansowe.
Mimo trudności, pani Marta postanowiła dochodzić swoich praw w sądzie, argumentując, że zdarzenie powinno być uznane za wypadek przy pracy. Niestety, sądy niższych instancji nie przychyliły się do jej stanowiska. Sąd Rejonowy uznał, że działanie Cieślik nie miało związku z jej obowiązkami zawodowymi, a Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej podtrzymał tę decyzję.
Pani Marta złożyła odwołanie i planuje kontynuować walkę na wyższym szczeblu, mając nadzieję na zmianę regulacji prawnych, które jej zdaniem są niekorzystne dla osób udzielających pierwszej pomocy. Jej przypadek zyskał wsparcie Rzecznika Praw Obywatelskich oraz zainteresowanie mediów. Cieślik zamierza skierować sprawę do Sądu Najwyższego oraz Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
W międzyczasie pani Marta wróciła do pracy, kontynuując szkolenia z zakresu BHP i pierwszej pomocy. Jednak pytania dotyczące legalnych i moralnych aspektów jej działań pozostają dla niej palące. „Jak mamy udzielać pomocy, skoro brakuje prawnej ochrony?” – pyta retorycznie. Pani Marta nie poddaje się i planuje inicjatywę obywatelską, której celem jest wprowadzenie zmian w przepisach dotyczących praw ochrony dla osób udzielających pomocy w nagłych wypadkach.








Dodaj komentarz