Niedobory uzbrojenia w Stanach Zjednoczonych stają się palącym problemem w kontekście trwającego konfliktu z Iranem, ujawniając narastające napięcia w administracji byłego prezydenta Donalda Trumpa. Jak donosi waszyngtońska gazeta, frustracje związane z sytuacją ujawniły się podczas posiedzenia gabinetu w Camp David. Zgodnie z relacjami osób zaznajomionych ze sprawą, Trump domagał się od Pete’a Hegsetha wyjaśnień w kwestii rzekomych poważnych braków w amunicji, które mogłyby ograniczyć działania wojskowe przeciw Iranowi.
Trump miał wcześniej być przekonany, że problem został rozwiązany, co jeszcze bardziej wzburzyło atmosferę. Według informatorów Hegseth tłumaczył się, obarczając winą swojego zastępcę, Stephena Feinberga. Kwestią sporną pozostają braki pocisków dalekiego zasięgu i rakiet przechwytujących, co miało wpływ na decyzję Trumpa o wycofaniu się z planów zmasowanych uderzeń na Iran.
Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, zaprzeczyła jakimkolwiek wewnętrznym sporom, zapewniając o pełnym zaufaniu prezydenta do Hegsetha. Również Sean Parnell z Pentagonu uznał zarzuty wobec Hegsetha za fikcyjne, jednocześnie wskazując na trwający proces produkcji nowych rakiet, który może potrwać nawet dwa lata.
Tymczasem raporty wskazują na znaczne zużycie amerykańskich zapasów uzbrojenia. Reuters donosi, że podczas wojny z Iranem USA wykorzystały kluczowe pociski precyzyjnego rażenia, w tym niemal wszystkie ATACMS i PrSM. Think tank CSIS ujawnia, że zasoby pocisków Patriot i THAAD są daleko niewystarczające, co potwierdzają także potrzeby Ukrainy w zakresie tych systemów. Szacuje się, że od początku konfliktu USA zużyły również blisko połowę światowych zapasów Tomahawków.
Sytuacja na froncie militarnym stała się poważnym wyzwaniem, wymagającym natychmiastowych działań. Wysiłki na rzecz zwiększenia produkcji oraz podpisywane nowe umowy o większe dostawy technologii wojskowej mają na celu załagodzenie skutków deficytu, ale ich efekty będą widoczne dopiero w przyszłości.








Dodaj komentarz