Planowanie przestrzenne w Polsce przeżywa kryzys. Choć miało być przełomem, które uporządkuje przestrzeń urbanistyczną naszych miast i wsi, mierzymy się z problemem, który autor cyklu ’13 pięter’, Filip Springer, trafnie nazywa „zbrojonym tekturą paździerzem”. Do końca sierpnia gminy miały uchwalić plany ogólne. Termin ten stał się wyzwaniem nie do pokonania dla wielu jednostek samorządowych, co grozi dalszym chaosem urbanistycznym.
Ponad 30 milionów Polaków mieszka w gminach, które nie zdążyły z uchwaleniem tych kluczowych dokumentów. Od 31 sierpnia brak planu oznacza trudności w uzyskiwaniu pozwoleń na budowę. To jednak nie jedyny problem, przed jakim stoimy. Pomimo obietnic ministra Waldemara Budy o uporządkowaniu przestrzeni miejskich i ograniczeniu niekontrolowanego rozrostu budowlanego, nic nie wskazuje na to, by te cele mogły zostać zrealizowane.
Historia Skierniewic jest jedynie przykładem szerokiego problemu. Miasto, stanowiące sypialnię dla Warszawy i Łodzi, przeżywa presję inwestycyjną. Plan ogólny, który miał zabezpieczyć rozwój miasta, jest zaledwie w fazie konsultacji, rozpoczętych w pełni sezonu urlopowego. Mimo przewidzianych spotkań otwartych i możliwości zgłaszania uwag, wiele osób nie zdoła zapoznać się z jego treścią i zrozumieć jego znaczenia.
Problem planów ogólnych dotyczy całego kraju. Zaledwie 16 proc. gmin uchwaliło już plany, a wiele nawet nie rozpoczęło prac nad nimi. Aby spełnić unijne wymogi KPO i uzyskać fundusze, co najmniej połowa gmin musiałaby je zatwierdzić. Wiceminister Tomasz Lewandowski przyznaje, że trwają negocjacje, aby stało się to możliwe przy 40 proc. samorządów.
Te dokumenty powinny być punktami odniesienia do rozważań o przyszłości naszych miast, wpływając na ich rozwój i odpowiadając na wyzwania takie jak depopulacja czy zmiany klimatu. Zamiast tego, zmuszani jesteśmy do szybkich działań, pozbawionych głębszej refleksji nad tym, jak chcemy kształtować naszą wspólną przestrzeń życiową. Cały proces planowania przestrzennego bardziej przypomina działania pozorne niż rzeczywiste zmierzenie się z problemem.
Ostatecznie to nie brak uchwalonych planów ani formalne komplikacje wydają się najgorsze, ale brak refleksji nad rozwojem naszych miast. Szansa, by zastanowić się nad edukacją, przestrzenią zieloną czy budownictwem, ginie w natłoku działań biurokratycznych. Polska, z jej chaosem przestrzennym i patodeweloperką, potrzebuje systemowych rozwiązań, które wykraczają poza kolejne deklaracje polityków.








Dodaj komentarz