Dr Dawid Kacprzyk, główny podejrzany w skandalu związanym ze Szpitalem Południowym w Warszawie, po raz pierwszy od wybuchu sprawy publicznie zabrał głos. W wydanym przez swojego adwokata Jacka Duboisa oświadczeniu, lekarz zdecydowanie zaprzecza oskarżeniom o przyczynienie się do śmierci pacjenta w szpitalnej łazience oraz wykonanie tomografii zmarłej osoby. Dawid Kacprzyk, który do tej pory milczał, podkreśla, że jego celem było dochodzenie sprawiedliwości na drodze sądowej i podczas ewentualnych przesłuchań prokuratorskich.
Przypomnijmy, że zarzuty wobec Kacprzyka padły po wypowiedział dr Emila Jędrzejewskiego, byłego ordynatora Szpitala Południowego. Jędrzejewski w Kanale Zero stwierdził, że jego były kolega nie powinien mieć takiej autonomii w opiece nad pacjentami ze względu na brak skuteczności w leczeniu. Kacprzykowi zarzucono również przyczynianie się do śmierci pacjentów. Dr Kacprzyk stanowczo odpiera te oskarżenia, sugerując, że Jędrzejewski mści się za dawne zatargi.
Oprócz zarzutów dotyczących zgonów pacjentów, Kacprzykowi przypisywane są także inne nieprawidłowości, takie jak fałszowanie dokumentacji medycznej w celu osiągania korzyści finansowych. Nie odniesiono się jednak do faktu, że politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki na szpitalnym oddziale ratunkowym.
Sprawa ma szerokie konsekwencje dla placówki. W szpitalu trwa kontrola prowadzona przez ratusz i Narodowy Fundusz Zdrowia, a audyt obejmuje SOR w miejskich szpitalach. Niedawno prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował o odwołaniu rady nadzorczej Szpitala Południowego; wcześniej został odwołany zarząd placówki. Prokurator generalny zapowiedział śledztwo w kierunku potencjalnej wiedzy Trzaskowskiego o nieprawidłowościach.
Tymczasem dr Kacprzyk podjął decyzje o zrezygnowaniu z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej oraz z mandatu radnego dzielnicy Ursus, oddając także część wynagrodzenia otrzymanego z tytułu pracy w szpitalu. Oczekiwane są dalsze kroki prokuratury i innych instytucji kontrolnych, które dotkną również miejskich urzędników i pracowników NFZ.








Dodaj komentarz