Klub Lewicy zaprezentował projekt nowego podatku od wartości nieruchomości, który ma zmienić dotychczasowy system. Aktualnie podatek obliczany jest na podstawie metrażu, co oznacza, że właściciele luksusowych apartamentów i domków na wsiach płacą tyle samo. Proponowane zmiany mają ograniczyć atrakcyjność inwestycji mieszkaniowych dla najbogatszych i funduszy, zgodnie z ideą, że mieszkanie powinno być prawem, a nie towarem.
Nowy podatek ma być progresywny i obejmować od razu pierwszą nieruchomość, z większymi obciążeniami dla posiadaczy wielu nieruchomości. Klub Lewicy przekonuje, że zmiany będą neutralne dla większości Polaków, dotykając głównie inwestorów skupujących mieszkania masowo oraz najbogatszy 1-2 proc. obywateli.
Łukasz Michnik, rzecznik klubu Lewicy, wyjaśnia, że osoby posiadające mieszkanie na własny użytek nie mają się czego obawiać. Wprowadzenie podatku ma na celu zmniejszenie spekulacji i zwiększenie dostępności mieszkań dla młodych oraz osób w luce czynszowej.
Choć pomysł podatku katastralnego spotyka się z negatywnym odbiorem, Lewica liczy na poparcie różnych sił politycznych. Anna Maria Żukowska tłumaczy, że podatek wyliczany będzie na podstawie średnich cen transakcyjnych z gmin, uwzględniając metraż i rok budowy. Stawka mogłaby zostać obniżona w przypadku budynków o wysokiej efektywności energetycznej lub społecznej użyteczności.
Propozycja nie jest jednak klasycznym katastrem, jako że nie zakłada stworzenia pełnego rejestru wartości nieruchomości. Rząd, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, nie wspiera tej inicjatywy, proponując własną strategię mieszkaniową, która koncentruje się na zwiększeniu inwestycji w budownictwo społeczne.
Według OECD, Polska powinna przyjąć system oparty na wartości nieruchomości, co lepiej oddawałoby zamożność podatników i ograniczało nierówności. Progresywny podatek tego typu jest stosowany w wielu krajach Europy, ale Polska jeszcze na to się nie zdecydowała.








Kolejny rezimowy chlam, udajacy niezaleznosc.