Związkowcy NSZZ „Solidarność” nie zabrali jeszcze oficjalnie głosu w sprawie zawetowania przez prezydenta programu SAFE. Dlaczego? — Była prośba, by tego nie komentować. Zwłaszcza że wśród samej załogi zdania są podzielone — mówi w rozmowie z Onetem Witold Sieczkoś, przewodniczący NSZZ Solidarność w Hucie Stalowa Wola. Wieczorem otrzymaliśmy jednak informację od jednego ze związkowców, że uchwalili w tej sprawie stanowisko, którego szczegóły mają być znane we wtorek.
Piotr Duda, szef Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” od kilku dni nie zajął stanowiska w sprawie, o której mówi dziś cała Polska. Lider największej organizacji związkowej w Polsce nie skomentował jeszcze tego, jak prezydenckie weto w sprawie programu SAFE wpłynie na polskie zakłady zbrojeniowe, które za pieniądze z pożyczki miały produkować nowy sprzęt dla Wojska Polskiego.
Dla zakładów z polskiej zbrojeniówki nowe kontrakty miały być szansą na wielki rozwój. Grupa 11 zakładów produkujących ekwipunek dla armii zapewniała o tym w wydanym jeszcze 26 lutego wspólnym komunikacie.
Tymczasem Piotr Duda zniknął w ostatnim czasie z mediów. Ostatni artykuł z jego wypowiedziami opublikował 5 dni temu „Dziennik Gazeta Prawna”. Przewodniczący Solidarności komentował tam brak poparcia związku dla stworzonego przez PiS projektu zmian w ustawie o handlowych niedzielach.
„Prośba z centrali”
W tej sytuacji próbowaliśmy porozmawiać na temat nastrojów pracowników sektora zbrojeniowego ze związkowymi działaczami tej branży. Centrala Krajowej Sekcji Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność” mieści się w Skarżysku-Kamiennej przy tamtejszych zakładach MESKO. Komórką kieruje przewodniczący Paweł Stanik. Przez niemal cały poniedziałek był on dla nas nieuchwytny.
Jednym z najbliższych współpracowników Stanika w sekcji jest Witold Sieczkoś, lider Solidarności w zakładach Huta Stalowa Wola, która produkuje dla wojska.— Proszę wybaczyć. Bez złych emocji, ale nie będę tego komentował. Nie jest pan pierwszym dziennikarzem, który próbuje namówić mnie na rozmowę, ale wszystkim odmawiam — mówi Sieczkoś w rozmowie z Onetem.— Z centrali związku przyszła taka prośba. To nie jest kwestia, którą powinien komentować związek zawodowy. Ten program SAFE to kluczowa decyzja dla naszego kraju, ale tym muszą zajmować się organy powołane konstytucyjnie do podejmowania takich strategicznych decyzji. To Sejm, pan prezydent i rząd. Tam niech debatują, a my czekamy na ostateczne decyzje w sprawie tego, czy tę pożyczkę Polska zaciągnie, czy też nie — dodaje.Dopytywany przez nas przewodniczący Sieczkoś przyznaje, że osobiście swoją ocenę zapowiedzi prezydenckiego weta ma, ale też nie chce jej zdradzać. Wskazuje natomiast, że wśród załogi zakładów MESKO Skarżysko-Kamienna zdania na temat ruchu prezydenta są mocno podzielone.
Dopiero wieczorem wiadomość do nas napisał przewodniczący Stanik. Jak poinformował, Krajowa Sekcja Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność” uchwaliła stanowisko, w którym ani nie popiera, ani nie neguje programu SAFE.
„Mamy swoje obawy, o których piszemy w stanowisku, ale na razie oprócz Kancelarii Prezydenta nikt nam na pytania nie odpowiada” — czytamy w wiadomości od związkowca.
Szczegóły mają być znane jutro.
„Polska musi się dziś zbroić i to szybko”
Porozmawialiśmy także z jednym z działaczy związku zawodowego istniejącego w byłej fabryce Autosan w Sanoku. Dziś to zakład filialny Huty Stalowa Wola, który produkuje choćby naczepy do wojskowych ciężarówek czy ich podwozia.
Nasz rozmówca z Sanoka nie jest członkiem Solidarności, a innego, mniejszego związku zawodowego. Mimo to też zastrzega, że nie może wypowiadać się pod nazwiskiem.
— Zdania co do tego, że prezydent Nawrocki zawetował ten program, są faktycznie w naszym zakładzie mocno podzielone. Są ludzie tym załamani i są też osoby bardzo z powodu weta zadowolone — mówi działacz z Sanoka.
— Sam należę do tej pierwszej grupy. Moim zdaniem te pieniądze wpompowane w polską zbrojeniówkę szybko by się zwróciły. Nikt o tym nie mówi, ale tak by było i mam nadzieję, że jeszcze będzie. Powstaną nowe miejsca pracy na wiele lat. Do tego sytuacja geopolityczna na świecie faktycznie jest, jaka jest. Polska musi się dziś zbroić i to szybko. Dlatego osobiście uważam, że prezydent robi źle. W tej kwestii powinien współpracować z rządem — ocenia.
„Te pieniądze i nowe kontrakty by nam się przydały”
Potwierdzeniem faktu, że związkowcy w sprawie SAFE na razie nabrali wody w usta jest też sytuacja na Śląsku. Tu również większość działaczy Solidarności jest nieuchwytnych lub odmawia rozmowy, chyba że gwarantuje się im anonimowość.
— Oczywiście, że te pieniądze i nowe kontrakty by nam się przydały — mówi jeden z działaczy, a zarazem pracowników w Bumarze-Łabędy w Gliwicach. Modernizowane były tam m.in. czołgi Leopard. — Rozumiem argumenty prezydenta Nawrockiego, ale zbrojeniówka naprawdę wymaga takiego zastrzyku pieniędzy. Wszyscy w tej fabryce liczyliśmy, że idą teraz dla nas dobre czasy — dodaje.J
eszcze dosadniejsze słowa słyszę w Wieluniu. To miasto w woj. łódzkim jest siedzibą Wieltonu. To wielka firma zajmująca się budową naczep dla tirów. Niedawny lider polskiego przemysłu ma jednak od kilkunastu miesięcy spore kłopoty finansowe.
Pod koniec zeszłego roku Wielton powołał do życia spółkę Wielton Defence, która miała realizować zamówienia dla wojska. Tu także liczono, że kontrakty finansowane z SAFE dla armii pozwolą przetrwać zakładowi trudny moment na rynku motoryzacyjnym i zachować całą załogę.
— U nas nikt od wielu miesięcy nie jest pewny jutra. Ostatnio firma zwróciła 70 mln zł z KPO, za które miała dokonać robotyzacji na hali produkcyjnej. Stało się tak, bo nie mieliśmy własnych 70 mln zł na „udział własny”. Szefostwo robi, co może, ale zamówień na nowe naczepy jest coraz mniej. Naprawdę liczyliśmy, że te kontrakty z SAFE będą dla nas sposobem na odbicie się finansowe i uniknięcie zwolnień — mówi jeden z pracowników wieluńskiej fabryki.
Dodaj komentarz