
– Liczyliśmy na to, że minister Siemoniak wnikliwie przyjrzy się działalności lotnictwa Straży Granicznej. Od listopada na jego biurku leży nasz list, w którym pytamy wprost: czy wydanie ćwierć miliarda złotych na samoloty, którymi nie ma kto latać, nie jest niegospodarnością? Wygląda na to, że się przeliczyliśmy – mówi w rozmowie z RadioZET.pl jeden z funkcjonariuszy SG. Przez pięć miesięcy sygnaliści nie doczekali się odpowiedzi.
To czwarty, ostatni odcinek naszego cyklu dotyczącego sytuacji kadrowo-sprzętowej lotnictwa Straży Granicznej. We wcześniejszych pisaliśmy o drogim i bezużytecznym symulatorze lotów, brakach kadrowych i ogromnych wydatkach na samoloty, którymi nie ma kto latać. Po naszych publikacjach ruszyły kontrole. Sprawą zajmuje się też CBA.
W sobotę, 22 marca premier Donald Tusk, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw wewnętrznych i administracji Tomasz Siemoniak wizytowali polsko-białoruską granicę.
Politycy rządzącej koalicji długo mówili o uszczelnianiu granicy, oddaniu do użytku kolejnego fragmentu zapory elektronicznej oraz budowie Tarczy Wschód, która ma zabezpieczyć Polskę. W miasteczku Krynki na Podlasiu odbyła się też odprawa ze służbami, w tym przedstawicielami Straży Granicznej.
MSWiA milczy o lotnictwie Straży Granicznej
Po niej MSWiA w portalach społecznościowych zapowiadało, że wśród priorytetów jest „Koordynacja działań służb podległych MSWiA, aby zapewnić szybkie i skuteczne reakcje na wszelkie incydenty.”
Te wydarzenia śledzili funkcjonariusze lotnictwa Straży Granicznej. – Piarowo to wygląda bardzo ładnie. Ludzie odnoszą wrażenie, że szef MSWiA nad wszystkim panuje. Natomiast o naszym lotnictwie i nagłaśnianych od tygodni sprawach cisza. Wygląda na to, że minister się nami zupełnie nie przejmuje – stwierdza w rozmowie z RadioZET.pl funkcjonariusz lotnictwa SG.
I dodaje: – W lutym też było spotkanie dowództwa Straży Granicznej, w tym komendanta głównego i pani generał Gorzkowskiej (gen. Wioleta Gorzkowska jest zastępczynią komendanta głównego odpowiadającą m.in. za lotnictwo – przyp. red.) z ministrem Siemoniakiem. Mówiono o samych sukcesach. O sytuacji w lotnictwie cisza.
Nasz rozmówca tłumaczy, że już w listopadzie ubiegłego roku na biurko ministra Tomasza Siemoniaka trafił list podpisany przez jednego z pograniczników. Napisał go w imieniu grupy funkcjonariuszy z wydziałów lotniczych w całym kraju. Zwrócił się z pytaniami dotyczącymi zakupu samolotów Turbolet.
Sygnalista już w listopadzie pisał do ministra Siemoniaka
Przypomnijmy, że SG w ostatnich latach wydała na zakup czterech takich maszyn 230 mln zł. Do pilotowania każdej z nich trzeba dwóch pilotów. Tymczasem w całej formacji są zaledwie trzy osoby z takimi uprawnieniami. Pogranicznicy zwracają też uwagę, że po doliczeniu obsługi, serwisu czy zakupu symulatora lotów do tego typu maszyn te wydatki SG były znacznie wyższe. Mogły przekroczyć ćwierć miliarda złotych.
W liście czytamy, że zakupu samolotów dokonano pomimo „rażących braków kadrowych”, a samoloty są „dostosowane głównie do wykonywania lotów nad dużymi akwenami morskimi”. Według sygnalisty nie nadają się do patrolowania polsko-białoruskiej granicy objętej wojną hybrydową. Latają bowiem zbyt wysoko i są mało zwrotne. Autor listu zwraca też uwagę na to, że ze względu na „niekorzystnie dla Straży Granicznej sporządzoną umowę” serwisem turboletów zajmują się czescy mechanicy. Trzeba za to dodatkowo płacić.
Funkcjonariusz przypomina, że o sprawie informowana była sejmowa podkomisja ds. modernizacji służb, którą kierowała posłanka Marta Wcisło. Poprosiła o wyjaśnienia władze SG, ale ich nie otrzymała. Kolejny szef podkomisji – poseł Wojciech Król – także nie drążył tematu.
Dlatego sygnalista oczekuje, że to szef MSWiA podejmie działania i rozwieje wątpliwości. „Czy pieniądze podatnika, kwota blisko 300 milionów złotych wydatkowana w okresie ostatnich czterech lat przez Biuro Lotnictwa Komendy Głównej Straży Granicznej była wydana w sposób zasadny, niebudzący żadnych zastrzeżeń pod względem prawnym? Czy zakupiony za takie pieniądze sprzęt był sprzętem niezbędnym i koniecznym do ochrony granicy państwa przy trwającej od ponad dwóch lat wojnie hybrydowej?” – pyta w piśmie, które w listopadzie wysłał do MSWiA.
Pięć miesięcy ciszy
– Od listopada ubiegłego roku nie otrzymałem żadnej odpowiedzi z ministerstwa, mimo że podałem swoje dane, swój adres. Nie wiem, czy podjęto jakiekolwiek działania. Czy mój wniosek został uznany za zasadny? Kompletnie nic. Czuję się zlekceważony przez osoby, które powinny odpowiadać za bezpieczeństwo kraju. Poruszone w piśmie zagadnienia są bardzo poważne, ale jak widać, nikt się nimi nie przejął. Może naiwnie sądziłem, że po fatalnych rządach PiS podejście nowej władzy będzie inne. Najwyraźniej nie ma woli politycznej, żeby te sprawy wyjaśnić – mówi RadioZET.pl funkcjonariusz, który napisał do ministra Siemoniaka.
W marcu do listy zarzutów pogranicznicy dołożyli kolejne. Przypomnijmy, że 10 marca na RadioZET.pl ujawniliśmy, że symulator lotów, który za 2,5 mln zł kupiono rok temu, nie ma odpowiedniego certyfikatu do profesjonalnego szkolenia. W związku z tym pilotów trzeba wysyłać na drogie szkolenia do zewnętrznych ośrodków i za nie płacić.
Dodatkowo ze sprzętu może korzystać tylko kilka osób. Umieszczono go w magazynie, który służył wcześniej za zaplecze dla mechaników. Według pograniczników pomieszczenie nie spełnia wymogów przeciwpożarowych i BHP. Co więcej, mogło zostać uszkodzone, bo bawiły się na nim dzieci funkcjonariuszy. O urządzeniu mówią, że to „droga zabawka”.
Sprawa została zgłoszona do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Według naszych źródeł zajmuje się nią też biuro spraw wewnętrznych SG oraz Biuro Kontroli tej formacji.
Po naszych doniesieniach głos zabrał minister Siemoniak. – Poleciłem wyjaśnienie tej sprawy, nie chcę tu, przed efektami tego wyjaśnienia wyrokować – mówił w Gościu
Ministerstwo odpowiada nie na temat
Zapytaliśmy o obie sprawy biuro prasowe MSWiA. M.in. chcieliśmy dowiedzieć się, czy minister Siemoniak zapoznał się z pismem sygnalisty z listopada ubiegłego roku, czy domagał się wyjaśnień od komendanta głównego SG w opisanych sprawach i dlaczego funkcjonariusz nie otrzymał odpowiedzi z ministerstwa.
Na zdecydowaną większość tych pytań nie dostaliśmy odpowiedzi.
„Aktualnie MSWiA pracuje nad stworzeniem systemowych rozwiązań w zakresie lotnictwa służb porządku publicznego i nadzoru nad nim. Dotychczasowe uregulowania w tym zakresie były rozproszone i miały charakter wycinkowy. Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z uregulowaniem funkcjonowania lotnictwa służb porządku publicznego (UD182) znajduje się na etapie uzgodnień międzyresortowych. Projekt zakłada kompleksowe uregulowanie zasad nadzoru nad działalnością lotnictwa służb porządku publicznego” – czytamy w mailu z Wydziału Prasowego MSWiA (pod odpowiedzią nie podpisał się nikt z nazwiska).
Nikt z MSWiA nie odpowiedział też na pytanie, czy wydanie ogromnej sumy na zakup samolotów, którymi nie będzie miał kto latać, można uznać za niegospodarność oraz czy w związku z tym zostaną podjęte jakieś działania.
„(…) Straż Graniczna opracowała kompleksową koncepcję rozwoju lotnictwa Straży Granicznej, w której określono zarówno potrzeby rozwoju kadry, jak i doposażenia w statki powietrzne w świetle aktualnych zagrożeń związanych ze skuteczną realizacją zadań Straży Granicznej w obszarze ochrony granicy RP. Dokument ten po analizie w MSWiA uzyskał akceptację kierownictwa MSWiA.” – dodaje Wydział Prasowy MSWiA.
Co z symulatorem? Zaskakująca odpowiedź MSWiA
RadioZET.pl zapytało też, czy minister Siemoniak otrzymał odpowiedź od komendanta głównego SG w sprawie symulatora lotów i jakie działania zamierza podjąć MSWiA w tej sprawie.
Odpowiedź to skopiowane słowo w słowo wyjaśnienia ppłk Andrzeja Juźwiaka, rzecznika komendanta głównego SG, które otrzymaliśmy 6 marca. MSWiA powiela je, pisząc, że SG nie kupiła droższego, certyfikowanego symulatora, bo nie miała na jego zakup środków. I że mógłby on kosztować tyle, ile nowy samolot.
Tymczasem na RadioZET.pl już pisaliśmy, że była rzeczniczka komendanta głównego zapowiadała, w branżowych mediach, że symulator przejdzie proces certyfikacji do profesjonalnego szkolenia. Na pytania dlaczego to się nie stało, odpowiedzi z SG do dziś nie otrzymaliśmy.
Wydział Prasowy MSWiA powielił też słowa rzecznika komendanta głównego SG o tym, że urządzenia jest sprawne, choć było zepsute. Usterka miała być usunięta w ramach gwarancji, a do pomieszczenia, gdzie stoi symulator, nie wchodziły osoby nieuprawnione.
Poprosiliśmy więc o precyzyjną odpowiedź na zadane przez nas pytania i odniesienie się do słów byłej rzeczniczki komendanta głównego SG. Odpowiedzi już nie otrzymaliśmy.
– To takie typowo polskie podejście. Dopóki nic się nie stało, nikomu nie będzie zależało, żeby na poważnie podejść do sprawy i wyjaśnić zgłaszane wątpliwości. Dopiero jak pojawi się problem na granicy i nie będzie samolotu lub śmigłowca, który można szybko poderwać, albo co gorsze dojdzie do jakiegoś wypadku, zacznie się szukanie winnych. Ale wtedy będzie za późno – podsumowuje jeden z funkcjonariuszy SG.
Źródło: radiozet.pl
Dodaj komentarz