W Sądzie Okręgowym w Krakowie trwa postępowanie, w którym Janusz Szymik domaga się od Archidiecezji Krakowskiej i parafii w Międzybrodziu Bialskim 20 milionów złotych zadośćuczynienia za przestępstwa seksualne, których miał się dopuścić ks. Jan W. Wydarzenia te miały miejsce w latach 1984-1989, gdy Szymik miał zaledwie 12 lat.
Kardynał Stanisław Dziwisz, będący świadkiem w sprawie, nie stawił się dwukrotnie w sądzie, tłumacząc to najpierw złym stanem zdrowia, a później urlopem w Watykanie. Jednocześnie poinformował sąd, że nie posiada wiedzy o sprawie i apelował, by nie wzywano go więcej ze względu na stan zdrowia oraz stres wywoływany przesłuchaniem.
Pełnomocnicy Szymika uważają jednak, że Dziwisz mógł wiedzieć o działaniach Jana W. Na obecnym etapie sąd czeka na zaświadczenie lekarskie, które potwierdzi tezy kardynała o stanie zdrowia, co ewentualnie umożliwi przesłuchanie go w miejscu zamieszkania. W przeciwnym razie możliwe jest nałożenie grzywny bądź przymusowe doprowadzenie.
Dla Dziwisza, jak wynika z jego wystąpień, bardziej stresujące wydaje się bycie świadkiem niż sama sprawa troski o ofiary, stawiającym go w trudnej sytuacji. Hierarcha zaprzeczał wcześniej jakiejkolwiek wiedzy o nadużyciach aż do momentu odnalezienia przez ks. Isakowicza-Zaleskiego listu, który tę wiedzę potwierdzał.
W kontekście całej sprawy rozważana jest również rola byłego proboszcza Jan W. Problemem pozostaje odległe miejsce jego pobytu, co utrudnia jego przesłuchanie w procesie.
W 2025 roku Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał Szymikowi 400 tys. zł zadośćuczynienia za brak reakcji diecezji na doniesienia o nadużyciach. Kościelne działania nastąpiły dopiero w 2014 roku, po zmianie ordynariusza. Ks. Jan W. został wówczas zawieszony, przyznając się do współżycia z nieletnim.
Sprawa stawia Kościół oraz wymiar sprawiedliwości w Polsce w trudnej sytuacji, balansując pomiędzy społeczną akceptacją a wymaganiami prawa. Dyskusja wokół stanowiska Dziwisza przybiera również wymiar moralny, dotyczący odpowiedzialności liderów Kościoła za czyny podległych sobie osób i ich moralnej samokrytyki.








Dodaj komentarz