W środę w Belfaście po raz kolejny doszło do protestów o charakterze antyimigracyjnym, a sytuacja wymusiła na służbach interwencję przy użyciu armatek wodnych. To kulminacja wydarzeń zapoczątkowanych brutalnym atakiem nożem, którego sprawcą był Sudańczyk. Incydent ten wzmógł nastroje antyimigracyjne, prowadząc do licznych aktów przemocy.
Na ulicach Belfastu zaobserwowano zamaskowanych demonstrantów rzucających przedmiotami w funkcjonariuszy policji. Funkcjonariusze zostali zmuszeni do użycia siły, aby opanować sytuację. To już drugi dzień zamieszek, którym towarzyszyły podpalenia samochodów i domów, zwłaszcza tych należących do migrantów. Sytuacja stała się na tyle napięta, że lokalna policja zdecydowała o wysłaniu dodatkowych 200 funkcjonariuszy w celu zapewnienia bezpieczeństwa.
Zamieszki wpłynęły również na codzienne życie miasta. W niektórych rejonach przerwano kursowanie komunikacji miejskiej, a szkoły zdecydowały o wcześniejszym zakończeniu zajęć. Demonstracje antyimigracyjne miały miejsce również w innych miastach Wielkiej Brytanii, takich jak Glasgow, Londyn i Bangor.
Niepokoje zostały wywołane atakiem nożownika, który ciężko ranił mężczyznę w centrum Belfastu. Ofiara trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Sytuację skrytykowali czołowi politycy kraju. Minister Ruth Anderson wyraziła zaniepokojenie, podkreślając, że 27 osób straciło dach nad głową po atakach na domy cudzoziemców.
Premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, stanowczo potępił przemoc, oceniając wydarzenia w Belfaście jako nieakceptowalne. Podkreślił brak usprawiedliwienia dla tego typu działań, które destabilizują społeczność. Premier zaznaczył, że osoby odpowiedzialne za przemoc odczują konsekwencje prawne i wezwał mieszkańców do zachowania spokoju, umożliwiając działanie organom ścigania. Wzywał do utrzymania porządku i sprzeciwił się jakiejkolwiek formie przemocy opartej na pochodzeniu etnicznym.








Dodaj komentarz