Krzysztof Szczucki, parlamentarzysta zawieszony w prawach członka PiS, staje w obliczu poważnych zarzutów. Warszawski sąd otrzymał akt oskarżenia dotyczący nadużyć, do których miało dochodzić w czasie, gdy Szczucki kierował Rządowym Centrum Legislacji (RCL) w latach 2020-2023.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez prokuratora Piotra Antoniego Skibę z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Szczuckiemu zarzucono przekroczenie uprawnień. W okresie swojej prezesury miał zatrudniać pracowników poza procedurami konkursowymi i wykorzystywać ich do celów kampanii wyborczej do Sejmu. Pracownikom przypisuje się udział w kampanii oraz używanie zasobów instytucji do działań politycznych, generując straty dla Skarbu Państwa, które sięgają 900 tys. zł.
Audyt przeprowadzony w RCL, którego wyniki przedstawił minister do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek, wskazał na liczne nieprawidłowości, w tym fikcyjne zatrudnienia. Pięciu z sześciu zatrudnionych osób należało do komitetu wyborczego Szczuckiego i pełniło role związane z kampanią, takie jak kierowanie sztabem czy prowadzenie mediów społecznościowych.
W świetle zebranych dowodów prokuratura twierdzi, że zatrudnieni pracownicy nie realizowali zadań jednostki, lecz koncentrowali się na promocji politycznej Szczuckiego. Mimo to, polityk nie przyznał się do winy, twierdząc, że miał prawo do zatrudniania osoby bez przeprowadzania konkursów, a ewidencja czasu pracy była prowadzona tradycyjnie, nie elektronicznie.
Decyzja o zawieszeniu Szczuckiego została podjęta przez władze PiS na skutek jego wstrzymania się od głosu w istotnych głosowaniach sejmowych oraz niejasnych kontaktów z innymi politykami. Szczucki zapowiedział, że pełne stanowisko przedstawi po świętach wielkanocnych.
Minister Mariusz Błaszczak skomentował sytuację, akcentując, że Szczucki musi mieć świadomość powodu swojego zawieszenia. Podkreślił znaczenie zespołowej pracy w polityce, zaznaczając, że teraz dalsze kroki zależą od decyzji sądu dyscyplinarnego.








Dodaj komentarz