Już w tę niedzielę Węgrzy pójdą do urn, aby zdecydować o politycznej przyszłości kraju. Według sondaży, opozycyjna partia TISZA prowadzi, co stawia przed premierem Viktorem Orbánem wyzwanie, jakim jest uznanie ewentualnej porażki. Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador Polski na Łotwie i w Armenii, w rozmowie z Radiem RMF24 wyraził opinię, że Orbán mógłby zaakceptować niekorzystny wynik, dzięki wbudowanym w system polityczny zabezpieczeniom. Te zabezpieczenia mogą mu pozwolić zachować wpływy, nawet w przypadku przegranej.
Nowakowski podkreślił, że negacja wyników wyborów byłaby katastrofalna dla Węgier, prowadząc do ich izolacji od państw zachodnich. Oprócz głosów z Węgier, istotne mogą być wyniki wyborcze Węgrów mieszkających za granicą. Były dyplomata wskazał, że aż 90% głosujących za granicą popierało w dotychczasowych wyborach partię Fidesz. Dodał, że te głosy podlegają ograniczonej kontroli opozycji, co stwarza pole do nadużyć.
Zapytany o możliwość fałszowania wyników, Nowakowski stwierdził, że może do tego dojść, ale nie w sposób jawny. Otwarte fałszerstwa mogłyby bowiem skutkować wykluczeniem Węgier z Unii Europejskiej oraz wstrzymaniem unijnych funduszy, co byłoby dla Orbána niekorzystne.
Zdaniem eksperta, wygrana opozycji nie oznaczałaby gwałtownego zwrotu, lecz raczej stopniową korektę polityki. Taki rezultat mógłby oznaczać powrót Węgier do głównego nurtu polityki europejskiej. Następca Orbána musiałby jednak zmierzyć się z trudnymi wyzwaniami wewnętrznymi, takimi jak walka z korupcją czy przywrócenie niezależności sądownictwa.
Wybory w najbliższą niedzielę będą kluczowym momentem, który może zadecydować o kierunku, w jakim podążą Węgry. Wszystkie oczy zwrócone są na Orbána, który musi poradzić sobie z możliwą porażką i jej konsekwencjami.








Dodaj komentarz