Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza wojna Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem, spowodował wstrzymanie wydobycia i dostaw ropy z krajów nad Zatoką Perską. Taka sytuacja wpływa na ceny ropy na światowych rynkach surowcowych. Cena baryłki Brent na maj 2026 r. wyniosła 108,97 dolara, co oznacza niewielki spadek w porównaniu z wcześniejszym notowaniem. Natomiast amerykańska ropa WTI utrzymuje się na poziomie 112,48 dolara za baryłkę. Ciekawostką jest fakt, że obecnie texaska ropa jest droższa od tej z Morza Północnego, co jest sytuacją nietypową.
Saudi Aramco, kluczowy gracz na rynku, ogłosił podwyżki cen ropy Arab Light na maj z portu Janbu. Klienci z Azji, w tym takich krajów jak Indie czy Chiny, muszą zmierzyć się z ceną wyższą o 19,50 dolara powyżej ceny referencyjnej, a dodatkowo narzucone są wyższe koszty transportu. Podobne podwyżki dotyczą dostaw do Ameryki Północnej oraz obszaru Morza Śródziemnego. Na przykład, dla odbiorców z regionu Morza Śródziemnego dodatkowy koszt to 27,65 dolara, co jest znaczną różnicą wobec wcześniejszego, niemalże symbolicznego dodatku.
Eksport saudyjskiej ropy został ograniczony o ponad 30%, co przekłada się na mniejszą ilość baryłek dostępnych dziennie. Wartość ropy Arab Light, odnosząca się do kontraktów Brent i Oman, osiąga obecnie około 111 dolarów za baryłkę.
Dla kierowców w Europie, w tym w Polsce, nadchodzące tygodnie nie wróżą dobrze. Wysokie ceny ropy prawdopodobnie będą się utrzymywać, a dodatkowe premie wojenne dodatkowo zwiększą koszty. Polska, która w dużej mierze polega na imporcie z Arabii Saudyjskiej (49% rocznego zapotrzebowania), będzie musiała dostosować się do tych zmian.
Dziennie do polskich rafinerii w Gdańsku i Płocku dociera od 200 do 337 tys. baryłek surowca drogą morską. W dalszym ciągu ważnym źródłem dla Polski pozostają także Norwegia, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Obecna sytuacja to wyzwanie zarówno dla rynku ropy, jak i dla gospodarek opierających się na jej imporcie.








Dodaj komentarz